Myślenie o zmianach technologicznych na płytkim poziomie wywołuje wnioski typu: „o nie, roboty nas zastąpią”. Trwa właśnie czwarta rewolucja przemysłowa i faktycznie istnieje szereg związanych z nią zagrożeń. Ale to, że roboty zmienią obraz rynku pracy i zmuszą część ludzi do poszerzenia kompetencji lub zmiany pracy, nie jest największym problemem. Z mojej perspektywy najtrudniejszym wyzwaniem, z jakim wszyscy będziemy musieli sobie poradzić, jest odpowiedzenie sobie na pytania: kim jestem? Co lubię? Jaki chcę być? Jaka jest moja droga? A jako że będzie to coraz trudniejsze – coraz łatwiej będzie o depresję.

To jeden z paradoksów psychologii przyszłości, który zauważam. Technologia ułatwi człowiekowi życie, a jednocześnie zmusi go do lepszego poznania siebie, bo inaczej sobie nie poradzi.

Aby zastanowić się nad psychologią przyszłości – czyli tym, jak nasza psychika odnajdzie się (lub nie odnajdzie) w obliczu zmian na świecie, co dla mnie ostatnio jest tematem numer jeden – najpierw cofnijmy się w przeszłość. Pierwsza rewolucja przemysłowa zaczęła się pod koniec XVIII wieku i trwała do drugiej połowy XIX w. Kolejna to przełom XIX i XX w. Trzecią datuje się na lata 1970-2010. To, co w każdym z tych okresów działo się na świecie – wszelkie nowe wynalazki, zmiany społeczne i zachwianie dotychczasowych wartości – wywoływało w ludziach obawy. Przede wszystkim o to, że stracą pracę.

Tak naprawdę jednak – patrząc historycznie – rozwój technologiczny nigdy nie spowodował większych problemów z bezrobociem. Owszem, praca się transformowała, lecz długoterminowo nie było masowych zwolnień i tłumów bez pracy na ulicach. Szacuje się, że na każde 100 tys. zwolnień i utraconych miejsc pracy powstało milion nowych. Oczywiście ludzie wychodzili na ulicę, tracili pracę. Ale nie trwało to długo. Ewolucja branż nie powodowała katastrof gospodarczych, które trwały wiele lat (w przeciwieństwie do oszustw na giełdzie, w bankach i kredytach – patrz 2008 rok). Mimo że faktycznie niektórzy przestali być potrzebni – bo na przykład komputery przejęły część zadań związanych z liczeniem – to jednak mogli sobie stosunkowo łatwo znaleźć inne zajęcie.

Patrząc w mikroskali, na pojedynczych ludzi i ich rodziny, działy się oczywiście tragedie. Ludzie mniej zarabiali, nie było ich stać na dom. Masowe zwolnienia w fabrykach wynikające z kryzysu gospodarczego lub wprowadzenia zautomatyzowanych linii produkcyjnych w krótkim czasie powodowały komplikacje. Ale wystarczał okres 2-4 lat i ludzie wychodzili na prostą. Zawsze oczywiście najlepiej radzili sobie ci, którzy mieli kontakty, zasobny portfel albo edukację. Maszyny nigdy nie odstawiły ludzi na boczny tor na dłużej. W ostatnim czasie Elon Musk przyznał, że błędem było sądzić, że maszyny w tak dużym stopniu zastąpią ludzi na linii produkcyjnej Tesli 3 – czyli samochodu elektrycznego produkowanego na masową skalę. Przez ten błąd mają ogromne opóźnienia.

O CZYM TAK NAPRAWDĘ POWINNIŚMY SIĘ EDUKOWAĆ

Im bardziej rozwinięta dana cywilizacja i technologia, tym więcej osób jest potrzebnych chociażby do obsługi czy konserwacji maszyn. I tak, tego trzeba się nauczyć. Dlatego pracownicy zawsze byli edukowani czy to przez państwo, czy przez firmy, czy na własną rękę. Każda zmiana na świecie to edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. A w większości zawodów ciągła nauka to chleb powszedni.

Ludzie często zamykają się i zawsze zamykali w takim myśleniu, że „wyedukowałem się w jakiejś specjalizacji i to mi wystarcza”. Nauczyłem się raz, opanowałem raz, więcej nie muszę. W wielu branżach to myślenie okazuje się błędne. Nawet, jeśli ktoś zostanie wybitnym specjalistą od budowy silników samolotowych, to na poziomie makro to do końca jego życia się nie zmieni, ale na poziomie mikro musi mieć cały czas otwartą głowę na naukę i samodoskonalenie. Dla niektórych zawodów to jest naturalne: dla prawników, lekarzy, inżynierów, psychologów, informatyków – że cały czas wchodzą nowe przepisy, pojawia się nowa wiedza, nowe technologie czy narzędzia i trzeba się edukować.

To pewna oczywistość. Tak było zawsze, tak jest i teraz, w trakcie rozpędzającej się czwartej rewolucji przemysłowej. Pod kątem zawodowym, edukacja to na przykład nauka programowania, które staje się w świecie coraz ważniejsze. Dużo mówi się o roli kompetencji miękkich. Musimy uczyć się lepszej współpracy, kreatywności, krytycznego myślenia czy rozwiązywania problemów. To wszystko będzie bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej. Na tym polega ten paradoks – świat technologii wiele rzeczy ułatwia, ale wymusza na nas rozwój tych kompetencji, na co zwraca uwagę m.in. firma doradcza McKinsey czy magazyn “Forbes”. Ja uważam, że ważne będą również tzw. niewidzialne kompetencje – o nich możesz przeczytać TUTAJ.

Dostrzegam coś jeszcze. Coś innego niż kompetencje techniczne czy umiejętności miękkie. Coś, czego deficyt będzie wpędzał rzesze ludzi na całym świecie w depresje. Coś, o czym trzeba edukować jak najwięcej – i to już teraz.

Chodzi mianowicie o głęboką samoświadomość. O zdolność do poznania i zdefiniowania siebie. Dlaczego to takie ważne? Już tłumaczę.

HOMO INSTAGRAMUS

Dziś już nie tylko blogerzy, licealiści czy po prostu zwykli ludzie aktywnie rozwijają swoje konta w social mediach. Coraz częściej szefowie i menadżerowie dużych firm mają swojego Instagrama czy prężny profil na Facebooku, gdzie pokazują, kim są i w co wierzą.

Nie każdy musi się w to bawić. Jeśli jednak już się na to zdecyduje, to ma zasadniczo dwie drogi. Media społecznościowe – a w szczególności Instagram oraz Facebook, Snapchat i YouTube  – zmuszają do jednej z dwóch rzeczy. Pierwsza z nich to udział w targowisku próżności. Czyli lansowanie się, pokazywanie cudownego życia, kreowanie pewnego obrazu siebie, żeby być postrzeganym jako fajniejszy.

Druga jest dla tych, którzy nie chcą uczestniczyć w tego typu praktykach, a zamiast tego szukają autentyczności i w związku z tym zadają sobie pytania, które ja sam sobie też zadaję: co ja chcę pokazać i po co chcę to zrobić? Czy w celach biznesowych, czy osobistych, czy prywatnych, czy żeby kogoś czegoś nauczyć lub czymś się podzielić?

Publikować to czy nie? Pokazywać siebie z dzieckiem czy nie? Dlaczego ten pokazuje siebie z rodziną, a tamten nie? Ten gołą klatę, a tamten tylko zdjęcia w ubraniach? Ten swoje wakacje, a tamten tylko codzienną rzeczywistość? Ten wszystkie emocje, a tamten tylko uśmiech? I tak dalej, i tak dalej. Odpowiedzi na te z pozoru techniczne pytania, co i jak pokazywać w sieci, tak naprawdę dotyczą głębszych kwestii.

To, co odkrywam dzięki takim pytaniom, to swój charakter, swoje wartości, swój kręgosłup moralny, własną świadomość i światopogląd – czyli, tak naprawdę, całą swoją tożsamość. To, kim jestem, kim chcę być i na kogo się kreować. Jeśli nie odpowiem sobie na pytania, nie będę szukał odpowiedzi, wtedy muszę wejść w lans, odrzucić social media lub po prostu być w sieci, ale bez celu, bez jasności, bez wyrazistości.

Kiedyś kreowaliśmy swój wizerunek w klasie, w późniejszych latach w biurze, na imprezie firmowej, na wakacjach ze znajomymi, w społeczności sąsiedzkiej czy na spotkaniach klubu. To były te konteksty, w których mogliśmy zamanifestować siebie i tym samym odkryć to, kim jesteśmy. Teraz kreujemy przede wszystkim swój wizerunek – spójny z nami czy nie – w social mediach. Ale to dla wielu osób jest oczywiste.

Natomiast mniej oczywiste jest to, że social media uczą albo tej sztuczności i próżności – po to, by kreować swój wizerunek jako kogoś innego, niż się jest naprawdę – albo autentyczności. I podobnie będzie z technologią. Jeśli najprostsze działania będą zastępowane technologiami, aplikacjami, robotami, sztuczną inteligencją – to to będzie zmuszało człowieka, żeby zastanowił się nad sobą. To kolejny paradoks psychologii przyszłości: technologia, a konkretniej social media zmuszają nas do autentyczności, do samopoznania, do odpowiedzi na pytanie: jaki tak naprawdę jestem, co jest ze mną spójne, czy to co pokazuje w sieci to ja? To również sposób na sprawdzanie, czy nasi znajomi są autentyczni – znamy ich prywatnie i obserwujemy ich w sieci i wyciągamy wnioski czy to, co robią na Instagramie czy Facebooku jest prawdziwe. Czasami mamy wątpliwość czy to, co jest na social media, jest prawdziwe, czy to, co na spotkaniu jeden na jeden. Paradoks – technologia czy chcemy, czy nie, zmusza nas do takich refleksji. To się dzieje czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.

DEPRESJA 4.0.

Już teraz ludzie mają problem z odpowiedzeniem sobie na te pozornie proste pytania, typu: co ja lubię, co jest dla mnie ważne, co chciałbym robić, co jest moją pasją. Dla większości osób to są bardzo trudne kwestie. Obserwuję to jako coach, psycholog i doradca. Te odpowiedzi są w środku człowieka, ale przedostanie się do nich to już inna para kaloszy. Niewielu to potrafi – większość ślizga się po powierzchni i w efekcie tylko powierzchownie zna siebie.

Autorefleksja nigdy nie była prostą sztuką, lecz teraz – w dobie pędzących zmian – jej opanowanie jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Zaczynają się czasy, w których:

*Nic nie jest pewne, ponieważ rzeczywistość zmienia się zbyt szybko,

*Brakuje prostych wzorców, z których można by czerpać wartości – panuje chaos informacyjny,

*Transformuje się rynek pracy i nie jest jasne, kto będzie wartościowy,

*Człowiek, współistniejąc z inteligentnymi maszynami, musi na nowo zastanowić się nad sensem istnienia,

*Życie przenosi się w coraz większym stopniu do przestrzeni wirtualnej i to tam ma miejsce ekspresja siebie.

Jedną z podstawowych przyczyn stanów depresyjnych czy wypalenia energetycznego jest zagubienie, rozumiane jako: „nie wiem, co mam robić, dokąd iść, co począć”. A to pochodne od pytania: kim jestem? Im dalej jesteśmy od odpowiedzi na to pytanie, tym bardziej zagubieni się czujemy. Tym bardziej spada nasza witalność i ochota na cokolwiek. Tym większe nasze rozdarcie wewnętrzne.

Badania pokazują, że od lat zwiększa się liczba chorych na depresję w Stanach Zjednoczonych, szczególnie wśród młodych ludzi. Oczywiście przyczyn może być kilka – chociażby nieodpowiednie odżywianie czy brak słońca i suplementacji, co wpływa na nasz system nerwowy i mózg – lecz z mojej perspektywy czwarta rewolucja przemysłowa będzie powodowała jeszcze większą ilość depresji. Nie tylko przez pośpiech, nie tylko przez nadmiar zadań, tylko przez to, że ludzie nie będą tak naprawdę wiedzieli, w jaki sposób funkcjonować. Rozwój technologiczny ułatwia życie, ale też oddala nas od samych siebie.

Kiedy na przykład religia przestaje odgrywać tak duże znaczenie i tłumaczyć w prosty sposób, jakie są zasady gry, to człowiek odchodząc od tego – nie ma nic innego. Kiedy ilość kanałów telewizyjnych i internetowych oraz różnych perspektyw świata, które zewsząd nas zalewają, staje się zbyt duża – ustalenie własnego światopoglądu staje się jeszcze trudniejsze. Kiedy istnieje tyle możliwości zaprezentowania siebie – nie wiadomo, co wybrać i co na swój temat pokazać.

BEZ ROZWOJU INTELIGENCJI EMOCJONALNEJ NIE PORADZISZ SOBIE

Jeśli ludzie w rewolucji przemysłowej nie będą uczeni siebie samych, to będą się gubić. Dlatego też poniekąd martwi mnie hejt na coaching. Z jednej strony jest on uzasadniony i dobrze, że powstał, ponieważ czyści branżę z różnego rodzaju amatorów i oszustów, lecz z drugiej – powoduje, że ludzie jeszcze bardziej odchodzą od autorefleksji. Czują niechęć nie tylko do pustych „haseł coachingowych”, ale też do szukania informacji na temat samych siebie, tego kim jestem, jaki jestem co chcę robić, jak mogę odnaleźć dla siebie sens w świecie.

Patrząc globalnie, coaching po to jest w świecie – aby zmobilizować ludzi do zadania sobie ważnych i trudnych pytań na temat siebie. Jeśli doświadczymy pseudo coachingu, pseudo rozwoju osobistego czy hejtu na te dziedziny, wtedy będziemy mieć złe skojarzenia ze wszystkim, co wiąże się z autorefleksją. Słyszy się wtedy nawet od inteligentnych ludzi: “o, to zaczynamy coachingować, o, uważaj, bo zamieniamy się w coachów” – a dzieje się to podczas głębszych rozmów na temat siebie i życia. Gdy zrazimy się do tego, popełnimy ogromny błąd. Zaradność w życiu przychodzi dzięki mądrości. Mądrość przychodzi dzięki autorefleksji. Autorefleksja przychodzi dzięki pytaniom, które pomagają nam wyciągnąć wnioski z doświadczeń.

Z perspektywy psychologii przyszłości, autorefleksja jest jedną z kluczowych umiejętności, jakie musimy kultywować dzisiaj, żeby odnaleźć siebie jutro. Jest to jeden z kluczowych elementów inteligencji emocjonalnej (IE). W rewolucji przemysłowej 4.0, w której roboty, sztuczna inteligencja, technologia i aplikacje będą grały coraz większą rolę, IE będzie kluczowa. Mówią filmowo: tylko IE będzie chronić nas przed „zagładą”, którą niesie SI (sztuczna inteligencja). Mówiąc ludzkim językiem – w świecie coraz bardziej zautomatyzowanym, autorefleksja, znajomość siebie będzie odgrywała coraz większą rolę. Tylko ci, którzy będą mieli większą wiedzę oraz inteligencję emocjonalną, będą cenieni na rynku. Do tego dochodzi jeszcze inteligencja biznesowa, ale o tym innym razem.

Jeśli nie postawimy na rozwój IE, czekają nas nie tylko czasy transformacji rynku pracy i coraz bardziej zaawansowanych technologii, ale też wielkiego zagubienia i depresji.

PS.

O tym, jak się zmienia świat i o Inteligencji Emocjonalnej w biznesie będzie książka, którą wydajemy w listopadzie tego roku. Na wrzesień szykujemy prapremierę. Razem z dziennikarzem Wojtkiem Maroszkiem kończymy 2-letnią przygodę z pisaniem najważniejszego mojego dzieła pisarskiego. Od lat piszę bloga, napisałem 2 książki, piszę posty na FB, ale to będzie coś, co wierzę, że stanie się jedną z najważniejszych lektur dla tysięcy ludzi, którzy są pracownikami, którym nie wystarcza zwykła praca, którzy są menadżerami, przedsiębiorcami i chcą rozwijać Inteligencję Emocjonalną.

Jeśli chcesz odkrywać to, co kieruje ludźmi, dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje, umieć się odnaleźć w zmianach, które przed każdym z nas i jeśli chcesz otrzymać jako pierwszy informację o prapremierze oraz wieści z kulis tworzenia, zapisz się tutaj: http://premiera-ksiazki.adamdebowski.pl/

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *