Dużo mówi się o tym, jakie zmiany przyniesie trwająca rewolucja technologiczna i jak to maszyny odbiorą ludziom pracę. Mówi się o związanych z tym trudnościach i zagrożeniach. Konieczność dostosowania się do tych zmian jest bezdyskusyjna. Musimy ponownie zastanowić się, jaką wartość wnosimy na rynek i już teraz zacząć poszerzać odpowiednie kompetencje. Pytanie o to, co stanie się z moją wartością na rynku pracy, gdy zmiany rozpędzą się na dobre, jest jak najbardziej zasadne. Na szczęście jest jedna rzecz, w której jesteśmy (na razie) nie do zastąpienia przez roboty…

Czytam wywiad z Dominikiem Bartonem, który od 9 lat kieruje McKinseyem, największa na świecie firmą doradztwa strategicznego. Jest mowa o tym, w jaki sposób technologia będzie wpływała na zatrudnienie. Szczególnie ciekawy jest fragment, że osią funkcjonowania firm jest zaledwie 2 proc. pracowników – nie tylko tych z najwyższych szczebli, ale projektantów, handlowców, wszelkiego rodzaju specjalistów. Chodzi o pracowników, którzy wnoszą największą wartość poprzez dochodzenie do sedna problemów, autentyczne zgłębianie ich. Ponadto potrafią proponować innowacyjne rozwiązania i tworzyć więzi z innymi pracownikami.

Dlatego dla firm tak ważne jest zidentyfikowanie tych osób w zespole – gdyż to one stanowią motor napędowy dla produktywności i podwaliny dla dobrej atmosfery. Rozwijanie ich umiejętności staje się kluczowe. Oczywiście należy dbać również o pozostałe 98 proc., ale to te 2 proc. pracowników ma de facto największy wpływ na organizację.

PRACA BĘDZIE SIĘ TRANSFORMOWAĆ. MY TEŻ MUSIMY

Z wywiadu z Bartonem jasno wynika więc, jakie cechy i kompetencje będą w najbliższych latach najbardziej liczyły się na rynku. Trwa cyfrowa rewolucja. Technicyzacja i wykorzystywanie robotów do coraz większej ilości zadań sprawiają, że kolejne zawody będą znikać. Po prostu nie będzie już potrzeby, żeby człowiek robił to, czym może z powodzeniem zająć się maszyna. Maszyna, która nie pobiera pensji, nigdy nie przechodzi na chorobowe i z zasady nie popełnia błędów, gdyż działa w oparciu o to, jak została zaprogramowana.

Według raportu McKinseya i „Forbesa”, aż 49 proc. czasu zajmują w firmach zadania, które da się zautomatyzować. Pracy w najbliższych latach niekoniecznie będzie ubywać (choć może tak być w okresie przejściowym), lecz na pewno będzie się ona transformować, a wraz z tym – transformować musimy się my sami. Dostosować do zmieniającej rzeczywistości. Mówi się, że ewolucja sprawia, iż przetrwają tylko najsilniejsi. Dodałbym do tego: najbardziej elastyczni. To ci, którzy rozumieją zmiany i potrafią się do nich dostosować, mają największe szanse na przetrwanie. Zgodnie z powiedzeniem, które mamy w CVP: adaptuj się albo giń. A zatem – jak wygląda zmieniająca się rzeczywistość, do której musimy się dostosować? I jak to zrobić?

Czytałem ostatnio, że Adidas przenosi produkcję koszulek do Ameryki. Wyprodukowanie t-shirta w Bangladeszu, przez człowieka, kosztuje 20 centów, a w USA – 7 dolarów. Gdy produkcja będzie w pełni zautomatyzowana, koszt spadnie do poniżej 1 dolara. Co to oznacza? Raz, że produkcja przenosi się do „siedziby głównej” – do Ameryki – i w związku z tym ubrania będą „Made in USA”, a nie „Made in China” czy „Made in Bangladesh”. Może to oznaczać symboliczny początek końca pewnej epoki i powrót produkcji na krajowe podwórka. Dodatkowo psychologiczno-socjologiczną zmianą, jaką to oznacza, będzie rosnące poczucie dumy rodaków, którzy będą wiedzieli, że więcej robi się u nich. To dla każdego kraju ważna rzecz. Oto przykład jak maszyny mogą wpływać na wzrost dumy narodowej.

Dwa, jak na dłoni widać, że proste prace odchodzą do lamusa. Nie potrzeba już człowieka do wyprodukowania t-shirta. Wkrótce nie będzie też potrzebny do wożenia pasażerów (popularyzacja autonomicznych samochodów), obsługi kasy fiskalnej czy nawet oprowadzania gości po muzeum – w Japonii już pokazano robota, który dobrze sobie radzi z tym zadaniem.

PRAWDZIWE OBLICZE „WOJNY” Z ROBOTAMI

Ludzką psychikę czekają spore wyzwania. Nagle jej (psychiki) poczuciu bezpieczeństwa zagrażają maszyny, które tworzy sam człowiek. I z jednej strony – kochamy te maszyny. Ułatwiają nam życie, są namacalnym dowodem ludzkiego geniuszu, a niektórzy przewidują, że coraz bardziej realistycznie zachowujące się i wyglądające roboty będą nam zastępować… intymnych partnerów. Niektórzy już chętnie się na to godzą, wypisując się z trudnej gry na rynku matrymonialnym i po prostu inwestując (spore) pieniądze w humanoidalną lalkę, która pozwala jakoś tam spełnić część ludzkich potrzeb. Bez problemów, bez użerania się.

Ba, psychice może wystarczyć „radyjko” z głosem kobiety, która docenia, rozmawia z mężczyzną – zjawisko świetnie pokazane w filmie „Ona” z Jaquinem Phoenixem. Psychologia przyszłości zajmuje się takimi zjawiskami, ponieważ będą one miały ogromny wpływ na przyszłość naszą oraz naszych dzieci. Dlatego 2018 rok to rok, w którym rozpoczynam moją drogę w kierunku odkrywania razem z moimi czytelnikami oraz widzami świat psychiki przyszłości. Blog oraz podcasty, które rozpoczynam od września, będą eksplorować właśnie te tematy. Moją misją jest przygotowanie czytelników do zmian i do przyszłości, poprzez edukację w zakresie psychologii przyszłości w biznesie i w życiu. A za kilka lat będę to robił poprzez produkowanie filmów i seriali na najwyższym poziomie jakości.

Z drugiej strony – widzimy takiego robota i zaczynamy się zastanawiać: to jaką ja mam wartość? Jak ja, jako pracownik muzeum, mogę pokonać maszynę, która bezkosztowo wykona moją pracę? Jak ja, jako kelner, mogę być bardziej wartościowy od robota, który również może obsłużyć klientów w restauracji i jeszcze nie trzeba mu dawać napiwku? Gdy myślimy o automatyzacji produkcji, nie przysparza nam to stresu – jest sobie jakaś tam maszyna, która coś tam robi i nagle w sklepach są koszulki. Gorzej, kiedy te procesy są bliżej nas.

Kiedy gołym okiem widzimy roboty, które chodzą po ulicach i stają w szranki z ludźmi. Sprawę zaczynamy odbierać personalnie. To już nie jest jakaś maszyna w hali produkcyjnej czy jakiś autonomiczny samochód, tylko coś, co realnie zagraża mojej wartości jako człowieka. Mogę temu zazdrościć, mogę się tego bać, może mi się to nie podobać. Zamiast buntu maszyn – będziemy mieć bunt przeciwko maszynom. Zjawisko to nazywam roborasizmem. Bo obawy przed byciem zastąpionym przez robota to jedno. Ale rasizm, nienawiść do nowej “rasy”, która nie będzie już aplikacją w telefonie czy ramieniem na linii produkcyjnej, ale będzie czymś realnym, czymś, co z nami rozmawia i współżyje. Każda „nowa rasa” powodowała wojnę…

To wszystko oczywiście nie dzieje się już teraz, ale spójrzmy prawdzie w oczy – to kwestia najbliższych lat. Nie 50 czy 100, tylko 5 lub 10. Zmiana nie kroczy powoli, tylko pędzi z zawrotną prędkością. Jesteśmy świadkami trwającej czwartej rewolucji przemysłowej! A ona ma znacznie szybsze tempo niż poprzednie trzy.

Pytanie o to, co stanie się z moją wartością na rynku pracy, gdy zmiany już w pełni “zadomowią się”, jest jak najbardziej zasadne. Rynek rządzi się twardymi prawami. Nie lituje się nad tymi, którzy są nieprzydatni. Nie ma sensu opierać się temu ani wchodzić w rolę ofiary. Zamiast tego, trzeba zakasać rękawy i zmierzyć się z rzeczywistością.

Z GRY WYPADNĄ CI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ MYŚLEĆ

Bezrobocie nie dotknie tych, których będą zastępowały maszyny, tylko tych, którzy będą podchodzić bezmyślnie. Nie będą myśleli szerzej, bardziej strategicznie, bardziej wnikliwie, bardziej w głąb. Przeciwieństwem jest tutaj te 2 proc. pracowników, o których mówi Dominic Barton z McKinsey. Rynek jest i wciąż będzie otwarty przede wszystkim na ludzi. Tyle że potrzeby tego rynku ulegają zmianie. Z jednej strony będzie potrzebne myślenie szersze, a z drugiej bardziej wnikliwe, dotykające esencji problemu. Większość ludzi nie wgryza się w problem, nie analizuje jego przyczyn, źródeł czy szczegółów.

Z tym właśnie często spotykam się na szkoleniach, które prowadzę. Fundamentem autorskiej filozofii i metodologii zmian CVP jest zmuszanie do myślenia. Nie daję łatwych rozwiązań, a zamiast tego – skłaniam do refleksji, do zadawania sobie pogłębionych i nieraz niewygodnych pytań. I napotykam opór, ponieważ ludzie najczęściej chcą gotowych, prostych odpowiedzi. Istnieje nieuświadomione przekonanie, że pogłębione myślenie nad sobą czy innymi ludźmi, nad mechanizmami różnych zjawisk, jest domeną naukowców, osób ze sfer akademickich, psychologów, terapeutów. A rzeczywistość to przekonanie brutalnie weryfikuje. Nowe technologie automatyzują wiele sfer, ale paradoksalnie – zarazem zmuszają do myślenia intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Widzimy to w naszej firmie, w ośmioosobowym zespole, że im bardziej wprowadzamy pewne automatyzmy, procedury i technologie, tym wymaga to od nas jeszcze więcej myślenia koncepcyjnego i jeszcze większej współpracy międzyludzkiej. Tak samo jest w firmach z branży IT, produkujących gry czy generalnie tworzących nowe technologie – pewne procesy są zautomatyzowane, ale jeszcze więcej pracy od ustawienia tych procesów wymaga myślenie koncepcyjne. Technologia teoretycznie może dać wszystko, lecz najpierw trzeba to wszystko wymyślić, zaprojektować. Trzeba więc jeszcze więcej tworzyć, kreować w głowie, wyobrażać sobie rzeczy, dyskutować samemu ze sobą. To jest ogromny wysiłek mentalny.

NOWE, KLUCZOWE KOMPETENCJE DLA PRACOWNIKÓW

Błędnym jest tworzenie sobie obrazu, że technologia czy cyfryzacja odciąga ludzi od pracy. Wręcz przeciwnie – zmusza ich do pracy, tyle że bardziej koncepcyjnej, opartej o wyobraźnię. Bardziej krytycznej, nastawionej na dialog i współpracę. To spala ogrom energii, dlatego wszystkie kompetencje przyszłości, które opisywałem, będą stawały się kluczowe. Bez przyspieszania myślenia, większej pojemności umysłu, większej odporności na odpowiedzialność i lepszej higieny psychologicznej, nie będziemy w stanie myśleć bardziej twórczo.

A żeby myśleć bardziej twórczo, kreatywnie, przedsiębiorczo – trzeba rozwijać swoje CEMK-i, czyli Cechy, Emocje, Mentalność i Kompetencje, a także uwalniać się od cienia (czyli tego, co nas blokuje na poziomie psychologicznym, co w sobie tłumimy, wypieramy), umieć zadawać sobie trudne pytania i myśleć strategicznie – bez względu na zajmowane stanowisko. Rozwój CEMK-ów oraz praca nad cieniem to jedne z głównych tematów, które zgłębiamy wraz z Wojtkiem Maroszkiem w naszej wspólnej książce, która do sprzedaży wejdzie jesienią.

Głęboko wierzę – a wiara ta umacnia się, gdy czytam wywiady z takimi autorytetami jak Dominic Barton z McKinseya – że zmiana, która nas czeka, po pierwsze stoi u progu, a po drugie będzie dotyczyła nie tyle samej technologii, ile tego, jak będziemy musieli poszerzyć nasze kompetencje oraz rozwinąć mentalność i cechy i zarządzać emocjami. Świat 4.0, rewolucja przemysłowa, to świat sztucznej inteligencji, robotów, ale zarazem rosnącego znaczenia psychologii – praktycznej psychologii przyszłości, gdzie jedną z kluczowych rzeczy jest szlifowanie swojego charakteru.

Trwające zmiany zmuszają nas ponownego spojrzenia na to, jaką wartość wnosimy na rynek – a tą wartością będzie przede wszystkim umiejętność myślenia: koncepcyjnego, twórczego, szerokiego, krytycznego i skoncentrowanego na rozwiązaniach. Ci, którzy tej wartości nie dostarczą, muszą się przygotować na nierówną walkę z robotami.

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *