Cierpliwość większości ludzi kojarzy się po prostu z czekaniem na coś. Zatrzymajmy się jednak na chwilę, by spojrzeć nieco głębiej. Zastanówmy się, czym tak naprawdę jest cierpliwość, czy warto ją w sobie rozwijać i jeśli tak, to w jaki sposób? Co mogę zrobić, by być bardziej cierpliwym?

Temat uważam za szalenie ważny i jest ku temu przynajmniej kilka dobrych powodów, o których szerzej za chwilę. Co więcej, dostrzegam, że nasza zdolność do bycia cierpliwymi jest poważnie zagrożona przez nowe technologie, o czym też chcę powiedzieć nieco więcej.

Dla tych wszystkich, którzy uważają, że z natury są raczej nerwusami i czekanie na cokolwiek przychodzi im z trudem, mam dobrą wiadomość. Otóż cierpliwości da się nauczyć, a w dodatku da się być cierpliwym – nie cierpiąc przy tym. Wiem, że słowa „cierpliwość” i „cierpienie” stoją niebezpiecznie blisko siebie, tym niemniej… a zresztą, przeczytajcie sami.

Ale najpierw musimy lepiej zrozumieć, o co w ogóle chodzi z tą cierpliwością.

CZYM JEST CIERPLIWOŚĆ

Cierpliwość wiąże się z naszym charakterem, co oznacza, że jedni naturalnie mają jej więcej, a inni mniej. Zasadniczo jest ona pewnym stanem mentalno-emocjonalnym, który pozwala nam nie denerwować się, gdy czegoś nie mamy. Jedna z definicji cierpliwości podaje, że jest to „wytrwałość w zachowaniu spokoju”. Czyli życie rzuca w nas czymś, czego nie lubimy lub nie chcemy i nawet jeśli pragniemy, żeby ta sytuacja się zmieniła – potrafimy pogodzić się z tym, że nie zmieni się od razu. Wytrwale zachowujemy w tej sytuacji spokój, jednocześnie czekając na zmianę, by zadziała się sama („wszystko w końcu poukłada się samo”) lub samodzielnie ją inicjując („sam mogę sprawić, by sytuacja się zmieniła i trochę mi to zajmie”).

Dzięki cierpliwości czujemy się spokojni na myśl o tym, że musimy z czymś poczekać lub coś robić przez dłuższy czas, zanim pojawią się wymierne efekty.

I tutaj uznajmy prosty fakt. Godzenie się na robienie czegoś, co nie daje natychmiastowego lub szybkiego zwrotu, jest dla większości ludzi niezwykle trudne.

Co tak naprawdę czyni cierpliwość trudną

Powód? Mechanizmy ewolucyjne, które wykształciły się w ludziach na przestrzeni setek tysięcy lat. Mówiąc krótko, przetrwanie to coś, co dzieje się tu i teraz – potrzebuję tego jedzenia teraz, tego schronienia teraz, tej energii teraz, poczuć ulgę teraz. W świecie jaskiniowców nie było projektów ani odłożonej gratyfikacji. To wciąż tkwi zakodowane w naszych mózgach i dlatego nieraz będziemy woleli zjeść batona (cukry proste i szybki strzał energii) niż jaglankę z owocami (pozytywny efekt energetyczny nieco odłożony w czasie i mniej wyrazisty, a więc łatwy do przeoczenia). Będziemy woleli pograć w gry wideo (od razu jest przyjemnie i mamy poczucie osiągnięcia) zamiast pouczyć się grać na tej gitarze, którą sobie kupiliśmy pełni dobrych chęci (bo przyjemnie będzie dopiero za jakiś czas, jak już przestanę tak rzępolić).

Tak więc niecierpliwość – rozumiana jako impuls, by natychmiast dostać to, czego na dany moment chcemy lub potrzebujemy – jest w nas wbudowana. Jedni są bardziej cierpliwi, inni mniej, ale temat dotyczy każdego.

I jest on szalenie ważny.

DLACZEGO CIERPLIWOŚĆ JEST NAM POTRZEBNA

Co łączy genialnego artystę i wynalazcę Leonardo da Vinci, który m.in. jako jeden z pierwszych studiował mapę gwiazd, oraz naukowca, który opracował szczepionkę przeciw grypie? Obaj mieli – oprócz wykształcenia i ogólnej inteligencji – dużą dozę cierpliwości. Dzięki temu mogli próbować i ponosić porażki. Siedzieć i dłubać godzinami, bez efektów. Patrzeć w tę lunetę czy mikroskop. Spokojnie badać i obserwować, czekając, aż w końcu wyłoni się rezultat.

Podobny jest przypadek Thomasa Edisona, który – według popularnej anegdoty – skonstruował tysiące nieudanych żarówek, zanim powstała ta jedna, która jako pierwsza dała światło.

To zresztą historia ogromnej większości wynalazków czy biznesów, które rozwijały się latami. Historia sportowców, którzy w drodze po rekordy godzą się na codzienne treningi, które zamiast od razu widocznych efektów – przynoszą przede wszystkim ból i zmęczenie. Historia pisarzy, którzy miesiącami w samotności piszą strona po stronie, nie mając pojęcia, czy ich praca po zakończeniu zostanie dobrze odebrana. Historia rodziców, którzy starają się jak najlepiej wychować tego małego, płaczącego i ciągle wymagającego czegoś potworka, nie mając żadnej gwarancji sukcesu.

Za każdym większym osiągnięciem człowieka stoi cierpliwość. To jeden z najważniejszych składników sukcesu. A przy tym najbardziej niedocenianych. Widzimy sukcesy innych, ale często patrzymy przez pryzmat własnej niecierpliwości – „o, temu to się przytrafiło”. Nie, nie przytrafiło mu się. Sukces rzadko kiedy się przytrafia, a z reguły jest efektem tego, że ktoś wytrwale zachował spokój w obliczu wyzwania i godził się na to, by to, czego pragnie, przyszło do niego dopiero za jakiś czas – lub w ogóle. Często nie mamy tej refleksji, jaką drogę ktoś przeszedł i jaki był faktyczny koszt (czas, ból, odmawianie sobie szybszej przyjemności) dotarcia do miejsca, w którym znaduje się teraz.

Cierpliwość jest akceptacją dla tego kosztu. Wewnętrzną zgodą na to, by go ponieść.

Ale zaraz, czy nie można dobrze żyć i osiągać bez tej cierpliwości?

Można. Ale to prosta droga do szaleństwa lub w najlepszym razie – do wypalenia. Ktoś, komu brakuje cierpliwości, albo nigdy nie podejmie się długoterminowego projektu (stworzenie bloga, nauczenie się gry na instrumencie, rozwinięcie biznesu czy wychowanie dziecka), albo angażując się w ten projekt – będzie ciągle sfrustrowany. Nie ma w nim wewnętrznej zgody na koszt, jaki musi ponieść, by coś osiągnąć, by uzyskać jakiś rezultat.

Gdy wyobrażę sobie świat bez cierpliwości, to widzę ludzi, którzy w dniu premiery nowego produktu ustawiają się w gigantycznych kolejkach albo w czasie promocji biegają po sklepie z szaleństwem w oczach. Oni potrzebują tego JUŻ. Z jednej strony super, że łapią okazję, lecz z drugiej biegają po sobie, przepychają się i wyrywają sobie z rąk iPady. Gdyby to zjawisko rozpowszechnić na wszystkie inne konteksty, to ludzie tak naprawdę zachowywaliby się w oparciu o najniższe instynkty, o najbardziej pierwotne potrzeby. W rezultacie nie zawieraliby małżeństw, nie mieliby dzieci ani nie pracowali nad dziełami sztuki, innowacjami czy biznesami.

Co mnie martwi, to to, że świat zdaje się utrudniać nam bycie cierpliwymi. A raczej – ułatwia i wspiera bycie niecierpliwymi.

Świat wspiera naszą niecierpliwość

Poprzednie pokolenie, wychowane w latach 50., 60. czy 70., być może miało mniejszą otwartość na zmiany, ale za to większą cierpliwość. Jest taki obrazek w internecie, na którym wnuczek pyta dziadka, jakim cudem od 60 lat są z babcią razem, a dziadek odpowiada: bo za naszych czasów jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza.

Świat przyspiesza, a tym samym my oduczamy się cierpliwości.

Kiedyś, by porozmawiać z kimś przez telefon, trzeba było wyjść do budki telefonicznej i nieraz bardzo długo czekać na połączenie. Potem mieliśmy telefony stacjonarne i otwarte linie, dziś – wiadomo, smartfony i jeszcze większa wygoda.

Idea e-maili zaczęła rozwijać się 15-20 lat temu i w znacznym stopniu przyspieszyło to komunikację – nie trzeba pisać listu na papierze, pakować go do koperty, wrzucać do skrzynki na listy i czekać wiele dni na odpowiedź.

Generalnie internet bardzo usprawnił komunikację, ale dochodzi też do kuriozów. Klienci piszą do firmy na messengerze i wkurzają się, że nie dostają odpowiedzi od razu. W naszej firmie mieliśmy takie przypadki, że ktoś pisze o 23 czy o 2 w nocy, że zgubił swoje hasło dostępu albo że czegoś potrzebuje. Część czeka cierpliwie do 9 rano, a część się denerwuje – bo skoro mamy messengera, to powinniśmy odpowiadać od razu.

Mamy łatwiejszą komunikację, ale też łatwiej o utratę cierpliwości. Coraz łatwiej.

Wpływ nowych technologii jest tu znaczący. Od pewnego czasu bardzo interesuje mnie to, jak zmiany na świecie i trwająca rewolucja technologiczna wpływają na naszą psychikę. I jest tu trochę paradoksów. Z jednej strony technologia wiele rzeczy ułatwia, lecz z drugiej – utrudnia, na przykład wytrzymanie braku natychmiastowej przyjemności. Zaangażowanie się w coś, co nie daje natychmiastowych efektów. Zaczekanie z czymś. Zatrzymanie się i spojrzenie z szerszej perspektywy. Naprawienie czegoś wartościowego zamiast wymiany tego na nowe.

Przyklejeni do smartfonów uczymy się, że wszystko jest teraz, już, bez czekania. Gdy strona internetowa ładuje się więcej niż 3 sekundy – człowiek traci cierpliwość i idzie gdzie indziej. Netflix pozwala obejrzeć cały serial od razu, bez czekania na nowe odcinki. Nowoczesne systemy logistyki sprawiają, że przesyłki są dostarczane błyskawicznie. Firmie Amazon udało się nawet uruchomić sklep, w którym nie ma kas – po prostu zabieramy towary z półki, a nasze konto jest automatycznie obciążane.

To są piękne osiągnięcia ludzkiego umysłu, wspaniałe zdobycze. Jednocześnie korzystanie z nich przyzwyczaja nas do tego, że jak czegoś chcemy, to dostajemy to od razu. W rezultacie coraz bardziej się spieszymy, a coraz mniej zatrzymujemy, by podziwiać. Domagamy się więcej, zamiast być wdzięczni za to, co jest teraz. Wybieramy prostsze drogi, zamiast angażować się w rzeczy naprawdę wartościowe. Frustrujemy, zamiast wyczekać ze spokojem.

JAK ROZWIJAĆ W SOBIE CIERPLIWOŚĆ

Cierpliwości można się uczyć. Można ją wybierać i rozwijać w sobie tę cechę tudzież umiejętność. W mojej metodologii i filozofii CVP (Change Value Process) mamy coś takiego, jak CEMK-i, czyli Cechy, Emocje, Mentalność i Kompetencje. To pewien sposób patrzenia na to, kim jest człowiek i z czego się składa, a także – jak może szlifować swój charakter.

Bo rozwijanie w sobie cierpliwości można traktować właśnie jako szlifowanie charakteru.

Patrząc przez pryzmat CEMK-ów, co musimy w sobie rozwinąć, czego się nauczyć,żeby rezultatem była większa cierpliwość? Nad jakimi Cechami, Emocjami, nad jaką Mentalnością i jakimi Kompetencjami powinniśmy popracować?

To pytanie, które każdy powinien samodzielnie pokontemplować, bo odpowiedź dla każdego okaże się inna. Ktoś może potrzebować skupić się na emocji złości i nauczyć się ją odpuszczać, tym samym pomagając sobie być bardziej cierpliwym. Ktoś inny, rozpatrując swoje CEMK-i, może uznać, że potrzebuje więcej spokoju i w tym celu zdobędzie kompetencje, które mu ten spokój dadzą. Rezultatem, ponownie, będzie większa cierpliwość dla różnych sytuacji. Jeszcze inna osoba może popracować nad swoją mentalnością, czyli sposobem myślenia – i na przykład przekonać siebie, że cierpliwość generalnie jest czymś ważnym i potrzebnym, że w pewnych sytuacjach warto po prostu odpuścić i ze spokojem czekać, czynnie lub biernie.

CEMK-i to szeroki temat, który poruszamy wraz z dziennikarzem i moim współpracownikiem Wojtkiem Maroszekiem w najnowszej książce, która ukaże się już jesienią. Obaj jesteśmy bardzo podekscytowani, ponieważ będzie ona efektem wspólnej dwuletniej pracy (oraz moich 12 lat zbierania doświadczenia i wiedzy) i wierzymy, że dostarczymy coś naprawdę wartościowego. TUTAJ można podać swój adres e-mail, żeby na bieżąco otrzymywać informacje o książce oraz o dacie premiery. Swoją drogą – cierpliwość była nam przez te dwa lata szalenie potrzebna 🙂

KIEDY CIERPLIWOŚĆ PRZYCHODZI Z ŁATWOŚCIĄ

Cierpliwości jako pewnej swojej umiejętności można pomagać właśnie poprzez rozwój CEMK-ów. Ale jest też inny sposób.

Warto spojrzeć na cierpliwość jako na coś, co pojawia się naturalnie, gdy spełnione są odpowiednie warunki. Chodzi o pasję, wizję i sens.

Cierpliwość kojarzy nam się z bólem, lecz wiele osób nie będzie tego bólu doświadczało, jeśli to, co robią jest związane z pasją, poczuciem głębszego sensu swoich działań lub dążeniem do zrealizowania wizji, która budzi silną ekscytację. Kiedy te elementy mamy w umyśle, temat cierpliwości przestaje istnieć.

Ktoś widzi, jak znajomy całymi dniami pisze skomplikowany kod na komputerze, by za kilka miesięcy powstał z tego program. „Stary, ale ty masz cierpliwość do tego”, mówi. A znajomy nie rozumie, w czym rzecz. O jaką cierpliwość mu chodzi? Przecież to pasja! A dodatkowym napędem jest wizja gotowego programu oraz głębokie poczucie, że będzie on czymś dobrym i potrzebnym, jest zatem sens to robić.

Podziwiamy matkę czy ojca za to, że wytrwale i bez negatywnych emocji co noc wstają po pięć razy do płaczącego dziecka, a za dnia karmią je i pielęgnują, tylko po to, by zaraz nauczyło się mówić i stało się jeszcze bardziej wymagające. Miną lata, zanim ci rodzice będą mogli odpocząć. Niektórym wydaje się to niemożliwe – dopóki na własnej skórze nie poczują pasji (miłości do dziecka), wizji (np. wychowam szczęśliwego człowieka) i sensu (np. kontynuuję nasz ród), jakie wiążą się z byciem rodzicem.

Czasem pasja, wizja czy sens przychodzą spontanicznie, a czasem trzeba na nie zaczekać. To również element cierpliwości.

I każdemu z Was życzę jej jak najwięcej. Bo z nią w życiu jest po prostu łatwiej.

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *