Jak rzeczywiście odpocząć podczas urlopu? Czemu wracam z wakacji zmęczony? Jak mogę w pełni wrzucić na luz i cieszyć się odpoczynkiem? Wiele osób zadaje sobie te pytania. Brak umiejętności odpoczywania zdaje się być cywilizacyjną plagą. Sam miałem ten problem. Byłem na urlopie, a jednak głowa nie odpoczywała. Nie potrafiłem odpuścić pewnych rzeczy. Z czasem jednak się nauczyłem i dziś wiem, że jest kilka ważnych rzeczy, o których należy pamiętać, by regularnie ładować swój akumulator.

Dużo mówi się o tym, że oprócz intensywnej pracy – potrzebny jest nam dobry odpoczynek. To banał, rzecz mocno oklepana. Ale okazuje się, że to jeden z tych banałów, o których nieraz najtrudniej pamiętać albo wdrożyć go w życie. Wiele osób od dawna nie miało urlopu, bo na przykład mają taką sytuację rodzinną albo zawodową: nie pozwala im szef, finanse czy sytuacja rodzinna.

Z drugiej strony mamy też osoby, które mają pieniądze i mogą sobie pozwolić na ulrop – a jednak nie korzystają z tej możliwości. Uważają, że nie potrzebują i w rezultacie po prostu nie chcą. Co siedzi pod kopułką tych osób? Jaki sposób myślenia sprawia, że negują konieczność odpoczynku? I co jest im potrzebne, żeby wreszcie odłożyć laptopa i pojechać na te kilka dni nad morze czy w góry?

DLACZEGO NIE POTRAFISZ ODPOCZĄĆ?

Odpoczynek wydaje się najprostszą rzeczą na świecie. Przeciwieństwem jest praca. To praca jest tym trudnym elementem życia, a odpoczynek – łatwym. Po prostu rozkładasz się wygodnie, robisz to, co lubisz, jesteś tam, gdzie masz ochotę być i niczym się nie przejmujesz. Relaks otula Cię niczym puchowa kołderka. Wracają Ci siły, wraca Ci ochota. Wkrótce znów będziesz gotowy na wyzwania życia i pracy. A gdy się zmęczysz – odpoczynek. I tak w kółko.

Okazuje się jednak, że dla wielu osób tym łatwiejszym elementem życia jest praca. Łatwiejszym nie pod tym kątem, że jest to coś mniej skomplikowanego, tylko coś, z czym łatwiej się pogodzić. Praca daje poczucie wartości, daje pieniądze, daje sens. Często jest też ucieczką od różnych problemów. To bardzo proste: gdy umysł jest zajęty pracą, nie będzie zajęty innymi problemami. Na przykład niszczejącym życiem małżeńskim czy zdrowiem. Niektórym trudno z tych korzyści zrezygnować. I tak oto…

  1. Podczas urlopu dopadają cię demony

Dla części osób sama myśl o tym, że mają nie być w pracy – nawet niekoniecznie na plaży, tylko generalnie poza pracą – wywołuje pewne napięcie. Odsuwają od siebie tę myśl i zrobią wszystko, by jednak nie robić sobie wolnego. Odpoczynek wcale nie kojarzy się najlepiej. Te osoby nie potrafią na bieżąco czyścić swojego umysłu i w rezultacie – gdy odpoczywają, są zalewane podświadomymi problemami dotyczącymi zdrowia, rodziny czy jakichkolwiek innych obszarów życia.

Pojawiają się trudne emocje. Złość, smutek, obawy. „A mógłbym teraz pracować”, myśli taki człowiek. Jego umysł skieruje się w stronę rozwiązania, które zna najlepiej i które zawsze się sprawdzało: w stronę pracy. To ona zawsze pozwalała nie myśleć i nie konfrontować się z tymi wszystkimi trudnościami. Człowiek nieprzyzwyczajony do regularnego wentylowania swoich myśli i emocji – leżąc na plaży może czuć się nieswojo. Odpoczynek nie będzie odpoczynkiem, tylko czasem naznaczonym stresem. Takim poczuciem w rodzaju: „muszę stąd uciec, tu mi źle”.

  1. Tak naprawdę nie akceptujesz odpoczynku

Niektórzy podświadomie nie mają akceptacji dla odpoczynku, więc nawet będąc na urlopie, de facto nie odpoczywają – ponieważ gdzieś w środku uważają, że odpoczywając są leniami. Albo wyjdą nawet nie tyle na leni, co na mało wartościowe osoby. Albo ktoś ich w tym czasie wygryzie. Albo, że jeśli będą odpoczywać to dużo stracą. To tak zwane FOMO (fear of missing out, lęk przed utratą możliwości) – coś utracą, coś im przejdzie koło nosa. Czy to pieniądze, czy kariera, czy klient, czy cokolwiek innego. Oczywiście pewne obawy będą uzasadnione – że kolega z pracy przejmie projekt i dzięki temu to on wygra awans czy premię.

To wszystko może sprawić, że odpoczynek jest trudny do zaakceptowania. Kojarzy się ze zbyt dużym kosztem. Za tydzień wakacji muszę dodatkowo zapłacić łatką lenia albo oddaniem projektu w ręce kogoś innego? Wolne żarty. Nigdzie się nie ruszam.

  1. Nawyki kierują cię w stronę pracy

W życiu kierujemy się przede wszystkim automatyzmami. Podążamy utartymi ścieżkami, które mózg uznał za bezpieczne, użyteczne, zaakceptował je i polubił. Najczęściej o tym nie myślimy. Z automatu idziemy rano umyć zęby, po śniadaniu parzymy kawę, idziemy do pracy znanymi drogami. To są nawyki. Mamy ich całe mnóstwo, z czego duża część długofalowo nam nie służy. Choćby ten papieros do kawy.

Pewne rzeczy związane z pracą też mogą być nawykowe. Rano, przy śniadaniu, umysł kieruje się w stronę skrzynki mailowej. Jedna ręka trzyma kanapkę, druga odpisuje na wiadomości. A potem przegląd branżowych stron internetowych. Trzeba przeczytać kilka artykułów czy postów na forum. Książki – też tylko takie, które dotyczą życia zawodowego. Żadnej literatury dla przyjemności.

I z tymi nawykami wchodzimy w urlop, zapominając zupełnie, że to czas na to, by zamiast przeglądać branżowe strony – albo w ogóle nie włączać komputera, albo pooglądać coś, co nas ciekawi lub bawi, a nie kieruje myślenia na pracę. Na maile odpisać po powrocie (w końcu tę automatyczną odpowiedź o tygodniowym urlopie ustawiliśmy po coś, prawda?). Wziąć do ręki kryminał zamiast „Lean Management”.

JAK NAUCZYŁEM SIĘ ODPOCZYWAĆ

W 2011 roku miałem ten problem, że nie umiałem odpoczywać i postanowiłem wziąć to na tapetę. Przyjrzeć się bliżej, dlaczego tak jest i co mogę z tym zrobić. W ramach mojej filozofii CVP jest szlifowanie charakteru poprzez pracę nad CEMK-ami: cechami, emocjami, mentalnością i kompetencjami. Szlifowanie charakteru to idea znana już od starożytności i jeśli chce się nauczyć czegoś nowego, warto patrzeć właśnie przez ten pryzmat. To jeden z głównych tematów, jakie poruszamy z dziennikarzem i pasjonatem psychologii Wojtkiem Maroszkiem we wspólnej książce, która ukaże się jesienią. Jeśli chcesz otrzymywać informacje o premierze i być pierwszym, który dowie się o nowościach na temat najważniejszej książki, będącej odzwierciedleniem lat mojej pracy i niemal całej wiedzy, to zapisz się TUTAJ.

Sytuacja była taka, że – podobnie jak wielu ludzi – lubiłem odpoczywać, bo nie lubię się przemęczać, ale z drugiej strony nie potrafiłem tak po prostu poleżeć czy tak po prostu cieszyć się urlopem. Musiałem więc dotrzeć do tego, co myślę i czuję na temat „całego tego odpoczywania” i tam dokonać pewnych zmian.

Okazało się, że generalnie uważam odpoczynek za stratę czasu. Wiedziałem, że jest ważny, ale jednocześnie uważałem, że w tym czasie można zrobić wiele ciekawych, wartościowych, produktywnych rzeczy. Były sytuacje, w których doprowadzałem się do przemęczenia. Przyznam, że czułem w związku z tym nawet pewną dumę. O, patrzcie, jaki zmęczony, ile zrobił, jak ciężko pracuje, jaki przydatny.

I jaki cholernie zmęczony i potem niezdolny do dalszej twórczej pracy.

W pewnym momencie doszło do mnie, że odpoczynek musi stać się częścią mojej pracy. Przestałem to rozgraniczać – że praca to jedno, a odpoczynek drugie. Zamiast tego, potraktowałem odpoczynek jako część pracy. Gdybyśmy rozłożyli, na czym polega nasza praca – na przykład na spotkaniach, pisaniu maili, odbieraniu telefonów, tworzeniu prezentacji – to do tych kilku rzeczy dodajmy: odpoczynek rozumiany jako regeneracja.

Ta zmiana myślenia ogromnie mi pomogła. Nie chciałem rozstawać się z pracą, a jednocześnie potrzebowałem odpoczynku. No to uznałem, że odpoczynek jest częścią pracy. Kiedy pozwoliłem sobie testowo na taki „taktyczny odpoczynek”, wtedy zauważyłem, że mogę więcej zrobić. To nadało temu odpoczynkowi sens i prawdziwe znaczenie. Poczucie winy zniknęło. Podświadomie poczułem wewnętrzną akceptację, że nie tyle odpoczynek jest fajny, co jest sens odpoczywać.

Oczywiście cały czas pracuję nad tym, żeby być tu i teraz – z dzieckiem, z żoną czy samemu ze sobą. Bo jednak mentalność przedsiębiorcy jest taka, że myśli się o firmie – albo dlatego, że mamy obawy, albo wpadamy na pomysły i chcemy je realizować i o nich rozmawiać. W pracy na etacie jest trochę inaczej – pracujemy dla kogoś, więc zazwyczaj nie jesteśmy zmuszeni, by cały czas rozmyślać. Niektórzy jednak na urlopie też myślą, też zaglądają do maili. Tu pojawia się ważne pytanie, z czego to wynika – czy z chęci stworzenia czegoś, czy z obawy przed czymś?

Zawsze, jeśli coś zrobimy motywowani obawami, to to jest męczące. Ciało może odpocząć na wakacjach, natomiast głowa będzie wciąż w obciążającym trybie pracy. Zweryfikuj po tych wakacjach, czy umiesz odpoczywać. Jeśli nie – postaw sobie cel, aby nauczyć się odpoczywać.

CEL: ODPOCZYNEK

Nauczenie się odpoczywania jest silnie związane z akceptacją dla odpoczynku. Czasem wystarczy zaakceptować nicnierobienie, pozwolić sobie na odcięcie się, popatrzeć na to jako na ważny element pracy i życia – i wtedy faktycznie zaczniemy odpoczywać. Tak, jak to było u mnie.

Inną kwestią jest opanowanie wyżej wspomnianych nawyków, żeby umysł o poranku nie szedł w kierunku skrzynki mailowej i nie wchodził automatycznie na jakieś strony branżowe. Zamiast tego można poczytać książki, ale nie branżowe, albo pójść w inne miejsce niż internet. Jeśli naszą intencją jest odpoczynek i mamy dla niego akceptację, opanowanie nawyków nie będzie trudne. Po prostu miejmy uważność na to, czy aby nie zaczynamy robić rzeczy, które wiążą się z pracą.

Nawet jeśli mamy już akceptację dla odpoczynku, nie zaglądamy do maili, nie przeglądamy branżowych stron – nadal pozostaje kwestia wyciszenia umysłu. Zresetowania go, by myśli przestały krążyć. Częstym hamulcem będą tutaj obawy. Myślenie wcale nie jest tak łatwo puścić. Jest ono formą kontroli – a z tego trudno zrezygnować, bo przecież chodzi o ważne sprawy w naszym życiu.

Dlatego na tapetę trzeba wziąć – przed urlopem albo podczas – nie samo myślenie, tylko te obawy, które sprawiają, że czujemy potrzebę kontroli i ciągłego rozmyślania. Przegadać z kimś czy ze sobą, wykonać ćwiczenia psychologiczne czy coachingowe albo pójść do coacha, terapeuty na miesiąc przed urlopem i przepracować to, co trzeba. Choć dla wielu może to być dziwnym pomysłem, to uważam, że naprawdę warto pójść do „specjalisty od głowy” przed urlopem, aby wyciszyć umysł.

To jest coś, co bardzo mało ludzi robi, a ogromna większość tego potrzebuje – czyli samodzielnie lub z przyjacielem, rodziną albo ekspertem przygotować się mentalnie do urlopu. I wtedy jakość odpoczynku będzie niesamowita. Naładujemy baterie na dni, tygodnie czy nawet miesiące. W przeciwnym razie fizycznie rzeczywiście będziemy na wakacjach, ale mentalnie wciąż gdzie indziej. Uwikłani w stare stresy i obawy, które nie pozwalają do końca cieszyć się tym, co jest wokół.

A CO PO URLOPIE?

Wielu dobrze to zna – od razu po powrocie z wypoczynku skaczemy na główkę w wir obowiązków, pracy i wyzwań. To jak zimny prysznic o i tak już zimnym i nieprzyjemnym zimowym poranku. Nie jest tajemnicą, że zamiast rzucać się w wir, przyjemniej jest najpierw się rozruszać, potem wziąć prysznic (ciepły), a dopiero na końcu wejść do wody i wypłynąć sobie niespiesznie.

W związku z tym na przykład ja nauczyłem się wracać z urlopu w sobotę, a nie w niedzielę – żeby niedziela była jeszcze takim spokojnym momentem na pochowanie rzeczy do szaf i osadzenie się w domu, na powspominanie. Taka spokojna, refleksyjna niedziela, na zaaklimatyzowanie się z powrotem w codzienności.

W poniedziałek – maksymalnie jedno spotkanie z klientem, jedno spotkanie z pracownikami i odpowiedzenie tylko na kilka maili, żeby ten dzień też był spokojny. Wtorek już trochę intensywniej, ale bardziej praca koncepcyjna, twórcza, mniej obciążająca, i dopiero od środy mocno do przodu. Jako przedsiębiorca mam na to wpływ i wiem, że na wcześniejszym etapie rozwoju firmy czy będąc na etacie jest to trudniejsze. Jeśli tylko mamy wpływ, to warto z tego korzystać. Natomiast jeśli nie mamy wpływu, to ważne jest to, aby ze współpracownikami czy z szefem tak ustalić harmonogram – albo po prostu poprosić o to – żeby pierwsze dni nie były tak obciążające i móc delikatnie wejść w tryb pracy.

Co jeszcze? W ciągu tygodnia po urlopie można zaplanować sobie przejrzenie zdjęć z tych wakacji, przypomnieć sobie, jak było – z przyjaciółmi, rodziną czy samemu. To dla umysłu jest ważne. W przeciwnym razie wspomnienia szybko blakną, a my zapominamy, że były w ogóle jakieś wakacje. Oczywiście nie chodzi o całkowitą amnezję, raczej właśnie o to rozmycie wspomnień, obrazów, dźwięków. Szkoda tego. Warto zadbać, by wyjazd żył w nas przynajmniej przez jakiś czas.

CO JEST TWOIM AKUMULATOREM?

Ostatnia rzecz, którą proponuję, to żeby podczas wakacji lub przed nimi zadać sobie pytanie: co tak naprawdę mnie regeneruje? Jakie elementy na urlopie i poza nim dają mi prawdziwy odpoczynek? W CVP mamy pojęcie wewnętrznego akumulatora, czyli czegoś, co nadaje nam ochotę do życia, do zmian, do działania. Nawet jeśli jesteśmy chorzy albo mamy przeciążenia, to z tym akumulatorem dostajemy dodatkowy napęd. Czasami możemy mieć super wygodne życie i wakacje, lecz jeśli nie mamy podłączenia do wewnętrznego akumulatora, to ciągle się męczymy.

Dla mnie takim wewnętrznym akumulatorem jest posiadanie wizji – długoletniej, długoplanowej. One nie musi być bardzo konkretna, wystarczy, żeby była inspirująca i ciekawa. Nie mam też presji na to, żeby się w stu procentach zrealizowała. Wystarczy mi, że wiem, że do czegoś dążę. Mam po co żyć, dla kogoś lub dla czegoś. Wiem co chcę stworzyć, wykreować. Lubię być twórcą – firmy, modelu psychologicznego, w przyszłości filmu na najwyższym poziomie czy książki, która w listopadzie ujrzy światło dzienne

Już teraz jestem z niej dumny, ponieważ pierwszy raz nad czymś jednym pracowałem dwa lata, poświęcając setki godzin. Jest trochę strachu, że nie zostanie odebrana tak jak moje ego by chciało, że nie odda tak naprawdę tego co mam w głowie, co działa dla mnie i moich klientów. Zaczyna się trzymiesięczna mieszanka uczuć, które towarzyszą każdemu twórcy. Takie napięcie twórcze. Podekscytowanie przemieszane z obawą. Radość przeplatana ze stresikiem. Wiara w to, co tworzę, z niepewnością przed oceną. Pomimo tej sinusoidy, potrzeba tworzenia i wizji jest większa. To jest mój akumulator wewnętrzny, który dodaje sił i odwagi. Innym moim akumulatorem jest przestrzeń, spokój, czas dla siebie. Pójście z przyjacielem na whisky i filozofowanie o życiu, aby następnego dnia pójść z żoną na “Mamma Mia” do kina i mieć uśmiech przez dwie godziny. Luz, przestrzeń, czas dla siebie. To ładuje.

Dla innych wewnętrznym akumulatorem jest kontakt z naturą raz w tygodniu, dla kogoś innego kontakt z dziećmi, i tak dalej. Każdy powinien mieć swoje 2-3 akumulatory, które niekoniecznie są fajnym czasem, niekoniecznie są fajnie regenerujące, niekoniecznie dają fajny odpoczynek, tylko faktycznie dają to coś, co pozwala przenosić góry. Dają wewnętrzną moc.

Posiadanie tego wewnętrznego akumulatora oraz umiejętne, strategiczne zarządzanie wypoczynkiem jest niezwykle ważne, abyśmy zadbali o te fundamentalne, banalne rzeczy – bo bez tego nie stworzymy sobie przyszłości. Psychologia przyszłości to jeden z głównych tematów, którymi zamierzam teraz się zajmować, jak najwięcej o nich pisać i mówić. Chodzi o przygotowanie się do zmian już teraz – w oparciu o to, jaka jest rzeczywistość oraz jak będzie wyglądać w ciągu najbliższych lat. A wraz z trwającą czwartą rewolucją przemysłową, dziać będzie się wiele.

Bez zadbania o fundamenty – w tym o właściwy odpoczynek – nie mamy co liczyć na to, że się w tej przyszłości odnajdziemy.

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *