Artykuł porusza dwa szalenie istotne tematy, które dotykają większości ludzi w XXI wieku, a  dokładnie tego:

  • Czym są i jak radzić sobie z “toksykami”, czyli toksycznymi osobami, pracą, rzeczami, firmami.
  • Jak radzić sobie z wypaleniem, które ma swoje źródło m.in. w kontakcie z osobami toksycznymi oraz w stresie, który wynika z życia w pędzie.Ten artykuł nie jest tylko dla osób, które doświadczają wypalenia w wyniku silnej, toksycznej relacji. To artykuł dla każdego, kto chce wyjść z relacji z firmą, człowiekiem, która nie jest dla niego, która go blokuje. To artykuł dla tych, którzy z różnych przyczyn doznają marazmu, niechęci, zastoju, zablokowania.

Poniższy artykuł ilustrowany jest wyjątkowo mocnymi, wyrazistymi pracami japońskiego artysty, który zobrazował najcięższe emocje i uczucia, których doświadcza człowiek. W swojej brutalności, mają magię, która wstrząsa i inspiruje. Dzięki jednej z naszych czytelniczek  (Dziękuję pięknie Anno) znaleźliśmy kim jest. Jego pseudonim to Avogado6. http://avogado6.wixsite.com

Zapraszam do podróży w głąb siebie.

Gdy kończą się baterie

Zazwyczaj zauważamy, że dzieje się coś złego w naszym życiu, gdy “kończą się baterie”. Tego stanu doświadczamy albo gdy dopada nas choroba, albo gdy dopada nas wypalenie. Może to być stan po prostu przemęczenia, gdzie rozwiązaniem jest dłuższy sen, weekend, majówka, pójście na masaż lub w końcu pobieganie. Ale może być tak, że to toksyczne osoby wysysają z nas energię lub nasz styl życia, albo to co się dzieje w nas, w środku, odłącza nam akumulatory.

 

Ci, którzy popychają Cię w przepaść

Zacznijmy od toksycznych osób. Często nie zauważamy, że toksyczny człowiek jest toksyczny. Paradoks. Gdy ktoś jest agresywny łatwo to zauważyć. Będzie nas męczyć

, drażnić, ale jest widoczny. Gdy osoba nas krytykuje i ocenia także jest to przykre i trudne, ale potrafimy to zauważyć. Z toksycznymi osobami jest tak, że wysysają z nas energię, biorą od nas coraz więcej, wykorzystują, ale my tego nie zauważamy. Takiej relacji doświadczamy z kimś bliskim, w rodzinie, z dzieckiem, z szefem, wspólnikiem, ale też toksyczna relacja często istnieje w relacji firma-klient. Gdy kupujemy produkty, czujemy, że musimy, ale ten produkt, ta usługa coraz bardziej z nas wysysa energię. Najprostszy przykład: papierosy – niby wszystko jest: świadomie decyduje się człowiek kupić paczkę papierosów, płaci za to. Niby równowaga – coś za coś, papieros za pieniądze. Ale papieros uzależnia. Coraz więcej wydaje pieniędzy, coraz więcej ma paczek, coraz więcej przyjemności. Ale z biegiem czasu coraz więcej uzależnienia i coraz więcej problemów ze zdrowiem. Część branży odzieżowej też tak działa. Tzn. coraz wyższe ceny, coraz lepszy marketing, który zachęca do kupowania, ale jakość ubrań spada. Ludzie uzależniają się od tego procesu, ale nie zauważają, że płacą coraz więcej, coraz częściej za coraz gorszą jakość. Nie prowadzi to oczywiście od razu do wypalenia i depresji, bez przesady. Ale toksyczna relacja zawsze uzależnia i sprawia, że jedna strona z biegiem czasu zyskuje coraz więcej. W przypadku zakupów, klient zaczyna mieć coraz większą potrzebę kupowania i nawet jeśli widzi gorszą jakość, nie traktuje tego jak problem. To tak jak małżeństwo, w którym facet dużo pije i staje się agresywny. Wiele kobiet niby to widzi, ale przymyka na to oko – bo przecież to mąż, ojciec dzieci, pracuje i zarabia, pomaga w domu. Podobnie z szefem, współpracownikiem – no może wybucha czasami, no może kłamie czasami, no może…, ale przecież zarabia, ma wiedzę, bez niego to… . I to wszystko może być prawda. Dlatego też toksyczna relacja bywa tak trudna. Bo w niezauważalny sposób zamyka nas. Nie zauważamy, jak jesteśmy wciągnięci i zamknięci.

Co z nami robią “toksyki”

Bardzo często toksyczne osoby zostawiają nas w momencie, gdy już przestajemy być użyteczni. Nie dajemy im tego, czego oczekiwali, więc idą dalej. Ludzie wtedy doświadczają apatii, zniechęcenia. Co gorsza, zamykają się wtedy na innych. Dlaczego? Ponieważ zostali tak zranieni, że dochodzą do skrajnego wniosku, że nie będą już ufać ludziom – przez to nie potrafią zbudować relacji, przyjaźni, związku lub nie są w stanie dobrze współpracować w biznesie. Jest to mechanizm obronny, który chroni nas przed kolejnymi błędami, przed kolejnym wykorzystaniem nas. Niestety, nie jest to najlepszy mechanizm. Ale często uważamy, że nie mamy innego wyboru. Takie sytuacje podcinają nam skrzydła. Odbierają nam ochotę do działania. Padamy. Czujemy się wykorzystani. Tworzy się w nas żal, pretensja. Zalewają nas myśli “to jego wina”, “on to zniszczył”, “on mnie zniszczył”. Po ludzku patrząc, mamy rację.

Ale patrząc z boku, niestety, prawda jest inna. Prawda jest taka, że daliśmy się wykorzystać.

Gdybyśmy nie mieli w sobie jakiejś podświadomej potrzeby, na którą odpowiedział “toksyk”, to nie wpadlibyśmy w jego sidła. “Toksyk” zauważał, że potrzebujemy nowych ciuchów, chwili relaksu przy papierosie, pochwał. W ten sposób do nas docierał. Paradoks polegał na tym, że dawał nam to, czego potrzebowaliśmy. Byliśmy mu wdzięczni, uwielbialiśmy go za to. Jednak dlaczego jest tak, że prędzej czy później ta relacja podcina nam skrzydła?

Ponieważ każde uzależnienie jest złe. Jeśli dostajemy radość, docenienie, spokój tylko i głównie od kogoś albo czegoś i nie posiadamy innych źródeł tych emocji, odcięcie od “toksyka” zabiera nam tlen. I padamy. Gdybyśmy mieli chociaż inną rzecz, osobę, która da nam to, czego pragniemy….

Jednak to pozwoli tylko na chwilę się poczuć lepiej, ponieważ przeskoczymy z jednego “toksyka” do drugiego. Prędzej czy później musimy sobie uświadomić, że bez wypełnienia luk w sobie, bez wzmocnienia się wewnętrznie, bez pokonania słabości, przełamania wewnętrznych oporów, nic się nie zmieni.

Brutalna prawda

Niestety, brutalna prawda jest taka, że wejście w relacje toksyczną

  • z np. papierosem, alkoholem, narkotykiem – daje podświadomości poczucie luzu, spokoju, fajnej atmosfery, niezależności, ale uzależnia i truje
  • z rzeczami (np. ubraniami), które trzeba kupować ciągle nowe za większe pieniądze, dają poczucie luksusu, nowości, fajności, ale uzależniają nasze samopoczucie od rzeczy
  • z firmą, która daje pieniądze, pracę, a naszej psychice daje stabilność, przewidywalność, ale wykorzystuje w konsekwencji czego wypala
  • z człowiekiem, który docenia, daje na początku pozytywne doznania, ale z czasem wysysa energię i dołuje

tak naprawdę jest naszą winą i słabością. Gdy jesteśmy młodsi, jesteśmy nieświadomi – to prawda. Gdy jesteśmy starsi, mamy większe doświadczenie, ale się zagubimy, mamy do tego prawo – prawda. Ale prawdą jest przede wszystkim to, że nasze życie to nasza odpowiedzialność. Więc naszą odpowiedzialnością jest wyjść z tej relacji. Nawet jeśli naszą “winą” nie jest wejście w tę relację (nie warto szukać winnego), to naszą odpowiedzialnością jest teraz coś z tym zrobić.

Zaznaczę ważną rzecz:

Nie popadajmy w skrajność. To że lubisz sobie czasami zapalić, napić się, kupować nowe ciuchy, w pracy masz czasami intensywnie, a rodzina albo przyjaciel sprawi, że poczujesz się gorzej, nie oznacza, że jesteś w relacji toksycznej!

Zarazem nie każda toksyczna relacja to relacja z osobą toksyczną/ “toksykiem”. Dlaczego? Ponieważ czasami ta osoba nie robi tego świadomie, nie robi tego, aby Cię skrzywdzić. Wasze wzajemne cechy, luki, braki stworzyły tę relację i zarówno ta osoba, jak i Ty możecie być tego nieświadomi.

Toksyczna relacja z kimś (osobą), z czymś (firmą, produktem)
jest wtedy, gdy

  • uzależnia
  • daje Ci najpierw to czego potrzebowałeś, a później odbiera, gdy Ty przestajesz dawać to, czego on/ona potrzebuje
  • w chwilach, gdy potrzebujesz wsparcia odsuwa się, jest przy Tobie tylko wtedy, gdy Ty dajesz
  • bez tej relacji czujesz się gorszy, słabszy
  • na początku daje Ci mnóstwo energii, doładowania (aż przesadnie), następnie pojawia się obawa, lęk, że to stracimy, więc robimy wszystko, aby za wszelką cenę zachować “to” przy sobie. Gdy jednak ta osoba/produkt/firma nas odrzuca, dzieje się wewnętrzna tragedia. Odcina nas. Wyłącza energię. Kolejny etap to rosnąca frustracja, obawy, że sobie nie poradzimy bez tej osoby, rzeczy, firmy.

Wypalenie?

“Toksyki” są jednym ze źródeł wypalenia. Nawet jeśli poradzisz sobie z nimi, musisz być uważny na inne. Jakie?

  • Nadmiar pracy, który sprawia, że nasz umysł i organizm są zbyt długo przeciążone

Jedno duże obciążenie, które jest ponad nasze siły. Nie zawsze to musi być fizyczne obciążenie np. długość pracy, czy emocjonalne: tragedia w rodzinie. Czasami jest to coś bardziej niewidzialnego: nadmierna odpowiedzialność. Ciężko jest to zmierzyć – poczucie odpowiedzialności za coś, za kogoś potrafi bardzo mocno zmęczyć naszą psychikę. To bardzo “tajemniczy” mechanizm. Weźmy przykład pieniędzy. Jeśli mamy odpowiedzialność za domowy budżet np. 5000 zł, to potrafimy nim zarządzić. Gdy dostaniemy odpowiedzialność w firmie za 10 000 zł lub 100 000 zł, wtedy może pojawić się ciśnienie w środku, które będzie nas spalać. Inne źródło: zespół. Gdy ktoś jest odpowiedzialny za dwuosobowy zespół, jest OK. Gdy dostanie odpowiedzialność za 6, czy 10 osób pojawi się obciążenie emocjonalne, które może zabierać dużo energii mentalnej.Kolejny przykład: decyzja. Jeśli mamy dzielić się na spotkaniu przemyśleniami, wnioskami – nie ma problemu. Jeśli jednak szef prosi: OK, podejmij decyzję, który wniosek jest najlepszy i co wprowadzamy, pojawia się ciśnienie. Ci, którzy umieją temu sprostać, idą dalej. Ci, którzy nie, zostają lub idą dalej, ale wewnętrzny ciężar rośnie i potrafi przerosnąć. Nieważne czy chodzisz na siłownię, czy masz 2 m wzrostu i ćwiczysz sztuki walki. Mentalnie może to przygnieść. Jedni odczuwają to jako ciężar. inni jako coś co ich otacza, owija. Inni jako ciśnienie w klatce piersiowej, które od środka utrudnia oddech.

 

Czasami źródło wypalenia jest prostsze. Choć zabójcze w swojej formie.

Mianowicie, codzienna ilość zadań, wątków, tematów, miejsc, rozmów. To wszystko przeciąża nasz wewnętrzny procesor. Jeśli lubimy spokój, to szybko orientujemy się, że tego wszystkiego jest za dużo. Ale jeśli lubimy, gdy “się dzieje”, to ciągniemy do i coraz większej aktywności. Ba, mamy poczucie winy, gdy nie działamy. Dlatego wciągamy się jeszcze bardziej. To, że nie umiemy odpoczywać, to już dawno wiemy i to zaakceptowaliśmy. Przyzwyczailiśmy się. I brniemy. Bo zatrzymanie się i spokój jest dla frajerów i słabych. A frajerem i słabym być nie chcemy. No to jazda do przodu. No to jazda. No dawaj. Ciśnij. Więcej. No bo przecież trzeba. Inaczej się nie da. Prawda?

Targowisko próżności

Pod kątem zarówno wypalenia, jak i “toksyków”. Bardzo ciekawym, inspirującym i przerażającym zarazem zjawiskiem jest internet. Który pozwala tworzyć wiele wspaniałych rzeczy, idei, projektów, łączyć ludzi. Jednocześnie jest też potencjalnym “toksykiem”. Relacja z internetem w sposób nieodpowiedni sprawia, że przyjaciel internet, przyjaciel “jakaś aplikacja” wysysa z nas energię. Dochodzi do tego fakt, że łatwo stworzyć z portali społecznościowych “targowisko próżności”. Doprowadza to do sytuacji, gdzie piękno publikujemy na seksownych zdjęciach i cudownych wpisach, ale nie pokazujemy codziennej rzeczywistości. Niby wiemy, że to co widzimy w internecie u swoich znajomych jest tylko wycinkiem, zazwyczaj tym najlepszym, ale, niestety, psychika szybko o tym zapomina. Niby o tym wiemy, ale gdy oglądamy szereg zdjęć znanych ludzi, swoich znajomych, emocjonalnie czujemy, że u nich jest cudownie, a u nas gorzej. To porównywanie zaczyna w pewnym momencie dobijać. Jednocześnie jeśli sami publikujemy piękne obrazki, koncentrujemy się na tym, aby dobrze wypaść w sieci i coraz mniej uwagi zaczynamy poświęcać dbaniu o to, co wokół. Te wszystkie mechanizmy prowadzą do wypalenia. Dlaczego? Bo “odłączamy się” od siebie, prawdziwej rzeczywistości.

Weź pigułkę. Sztachnij się.

Ktoś powie, że wiele osób, które mają ciężko w życiu, potrzebuje odskoczni. Inaczej by zwariowali. Dlatego uprawiają sport, idą do kina, spotykają się z bliskimi, grają na komputerze. I bardzo dobrze. Jest to świetna odskocznia. Kluczowe, aby nie była “toksykiem”. Problem pojawia się wtedy, jeśli unikamy rzeczywistości zbyt długo i za bardzo. Gdy nie rozumiemy, co wokół nas się dzieje, nie akceptujemy tego, co nas dotyka. Jeśli upływa czas, starzejemy się, bliscy odchodzą, pojawiają się wyzwania, trudności, a my nie reagujemy, ponieważ nie akceptujemy tego co się dzieje, pozostaje nam ucieczka. Ucieczka tam, gdzie jest lepiej. Choć przez chwilę. Jednak tak naprawdę wiemy, że to nie działa. Jeśli uciekamy w relacje, ona stworzy się toksyczna. Jeśli uciekamy w komputer, on stanie się toksyczny. Jeśli uciekniemy w instagramowe zdjęcia, on stanie się toksykiem. Tak bardzo pragniemy “sztachnąć się” chwilą zapomnienia, wziąć pigułkę, która nas uwolni od zmęczenia, że sami się gubimy. I to prowadzi do wypalenia.

Jak tam Twoja maska?

Żeby tego było mało, czasami wypalenie ma swoje źródło w głębi nas. Pojawia się wtedy, gdy zbyt długo nosimy maskę. Co to znaczy? Nie jesteśmy prawdziwi. Ukrywamy się pod płaszczykiem uśmiechu czy innych zachowań. Internet w tym pomaga, ale często nie robimy tego specjalnie i świadomie. Często nie jesteśmy kompletnie świadomi, że to jak żyjemy, jak się zachowujemy nie jest nasze. Kiedy się dowiadujemy? Gdy dopada nas wypalenie. Wtedy mamy jeden z większych paradoksów w życiu: wypalenie jest przedsionkiem do depresji i jest bardzo nieprzyjemnym stanem. Z drugiej strony jest kluczowym sygnałem dla nas, że czas coś zmienić, że to jak żyliśmy, co robiliśmy, nie jest dla nas. Gdybyśmy kłamali, oszukiwali, kradli, pili, to byłoby nawet oczywiste, że coś należy zmienić. Ale ogromne zaskoczenie dopada współczesny świat, gdy ludzie, którzy mają dobre rodziny, dobrze zarabiają, dobrze żyją, są w miarę zdrowi, doświadczają wypalenia. Czy dlatego, że źle żyli, że grzeszyli? Kolejny paradoks polega na tym, że nie. Wiele elementów życia było pozytywnych, spójnych. ALE pewne ważne niuanse były zignorowane. To tak, jakby dbać o porządek w całym mieszkaniu, ale nie zwracać uwagi na brud pod jedną z kanap. Wszystko jest OK, wszystko jest pięknie, ale przez lata zbiera się kurz, piasek. Czasami wpadną resztki jedzenia. Czasami coś się wyleje. Miks wilgoci, jedzenia, kurzu zacznie tworzyć to “coś”, co zacznie śmierdzieć, zacznie wyniszczać podłogę. Z tego wylęgną się… I niby nic. No bo przecież nie widać, nie czuć (jeszcze). A nawet jeśli czuć, to przecież przesunie się kanapę i zmyje. A pewnie, że tak. Pytanie, czy w pewnym momencie jednak nie zapomnimy, że w innym miejscu coś gorszego zacznie się dziać. Dlatego tak naprawdę, wypalenie jest to sygnał alarmowy, żółta kartka. Ostrzeżenie: ZMIEŃ COŚ. Dowiedz się, jak najszybciej, co.

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *