Dlaczego część mężczyzn od zawsze dąży do patriarchatu? W wielu krajach pojawia się rosnąca tendencja do walczenia o dominację męską. Czemu tak się dzieje, skoro przez wiele lat świat cywilizowany dążył do pewnej równości, do wolności kobiet oraz do zdrowego feminizmu? O co w tym chodzi? Jak do tego podejść? I być może jak to zmienić?

 Temat przedstawię z perspektywy psychologiczno – terapeutycznej. Staram się patrzeć wielowymiarowo, integralnie. Oczywiście zawsze będzie aspekt subiektywny związany z moimi przemyśleniami, światopoglądem. Jednak zależy mi przede wszystkim na przedstawieniu patriarchatu w ujęciu mechanizmów psychologicznych, aby jak najbardziej zrozumieć, co w nas się dzieje.

Spójrzmy w takim razie na kwestię patriarchatu, czyli sytuacji, w której to mężczyzna chce nadawać prym. Z jednej strony powiemy, że od zawsze tak było. Fakt, i często jest to argument facetów. Przecież świat jest tak skonstruowany, tak natura chciała, w końcu to samiec jest na przodzie. Obecnie jak ktoś uzasadnia przewagę męską stwierdzeniem, że kiedyś tak było, to łatwo to zbić. Wystarczy powiedzieć, że kiedyś żyliśmy w jaskiniach, mieliśmy tylko ogień, więc może warto wrócić do tamtej epoki. Dawniej głównym sposobem rozwiązywania konfliktu był miecz i walka. Jak Ci coś nie pasuje w pracy, to może od razu walcz? W przeszłości jak ktoś coś ukradł, to ucinano mu rękę. Może powróćmy do tego? Stosując tego typu przykłady, ludzie z reguły zgadzają się, że nie ma po co mówić, o tym co było kiedyś.

Na poziomie komunikacyjno – psychologicznym używanie argumentów, że “kiedyś tak było” jest tzw. sofizmatem, czyli zdaniem, które brzmi logicznie, ale kompletnie logiczne nie jest. Bardzo łatwo wejść w pułapkę tej konstrukcji lingwistycznej. Na przykład, gdy dziecko mówi “Mamo przecież mnie kochasz, tak? No to kup mi lizaka”. To jest manipulacja, czyli posłużenie się właśnie sofizmatem, pozornie poprawnym rozumowaniem (jeśli A to B, ale z drugiej strony, co ma piernik do wiatraka?). Miłość nie oznacza kupowania lizaków. Rodzic powinien zdawać sobie sprawę z tej konstrukcji językowej, aby nie dawać się wciągać w sofistykę.

Podobnym argumentem jest “od zarania dziejów aż do dziś tak jest u zwierząt”. Najprostsza risposta – nie u wszystkich. Są zwierzęta, które zabijają mężczyzn jak modliszka. Są stada, w których przewodzi samica. U niektórych gatunków, to ona wychowuje swoje potomstwo czy idzie na polowanie. Trzeba wykonać wysiłek intelektualny, aby mieć konkretne fakty, potrzebne do kontrargumentacji. Możliwe, że mimo wszystko druga osoba stwierdzi to za wyjątek od reguły, który ją potwierdza. Tylko jaki ma to związek z nami? I dlaczego mamy akceptować te zasady?

Jeśli drogi dżentelmenie znajdziesz partnerkę, która nie chce pracować przez całe życie, nie ma potrzeby rozwoju swoich talentów i chce tylko zajmować się domem, to ok. Nie jest to żaden problem. Tylko dlaczego chcesz narzucić ten światopogląd całemu społeczeństwu? Z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że taka osoba ma ze sobą problem, bo uważa, że tylko jej ideologia, przekonania religijno – filozoficzne są dobre i zmusza innych do przystosowania się. Z punktu widzenia psychologicznego taka jednostka ma zaniżone poczucie własnej wartości. 

Najprostszym sposobem, żeby facet się dowartościował jest kontrolowanie kogoś słabszego za pomocą swojej siły fizycznej. Jeśli na dodatek ten facet zarabia więcej, to czuje się panem, głową domu i inni są od niego zależni. W ten sposób dowartościowuje się, pompuje swoje ego.

Zaznaczam, że nie powinniśmy czuć się zakłopotani tym, że czujemy się fajnie sami ze sobą, że zarabiamy większe pieniądze, osiągamy sukces. Problem zaczyna się w momencie, gdy ktoś przez nas doznaje krzywdy i zostaje wrzucony w przymusowy kontekst. Bardzo często takie osoby są toksyczne.

Dojrzały związek opiera się na komunikacji typu “Mam potrzebę, żebyś była w domu i opiekowała się dziećmi. A jaką Ty masz potrzebę?” Kobieta może z tym jak najbardziej się utożsamiać. Chce być dla dzieci, dla męża, dla domu. Jeśli jednak całe społeczeństwo ma robić tak jak Ty, to coś tu nie gra.

Bardziej skomplikowana sytuacja pojawia się, gdy po 3, 5 czy 10 latach nagle wyłania się u kobiety chęć powrotu do pracy czy na studia. Toksyczny partner całkowicie to zignoruje, zdeprecjonuje potrzeby, stwierdzi, że to wymysły. Dojrzały partner ze stabilnym poczuciem wartości może i będzie zaskoczony, ale będzie gotowy na rozmowę, w której wspólnie ustalą, jak przeorganizować dotychczasowy harmonogram tygodnia. Takie zmiany mogą być trudne, ale każdy człowiek ma prawo do swojej godności i do samorozwoju.

I znów, jeśli ktoś powołuje się na przeszłość, to powie, że od starożytności, to faceci mieli prawo głosu, zasiadali na najwyższych stanowiskach. Zgodzę się, że pewien procent mężczyzn rządził społeczeństwem. A co z resztą? Orała w ziemi, była bezdomna lub pracowała dla arystokratów i na pewno nie była głową domu. Poza tym przecież mamy historie kobiet cesarzowych czy królowych. Każde uogólnienie jest złe i błędne.

W psychologii istnieje pojęcie tzw. GUZ-a mentalnego, GUZ-a komunikacyjnego, który zakłóca postrzeganie rzeczywistości i porozumiewanie się. GUZ to akronim od generalizacji, usunięcia, zniekształcenia. GUZ pojawia się na przykład w stwierdzeniu “zawsze tak było” lub “nigdy tak nie było”, kiedy usuwamy z pamięci pewne fakty typu “kobieta nigdy nie rządziła krajem” lub gdy zniekształcamy prawdę “Myślimy, że pirat drogowy pędził 150 km/h, a w rzeczywistości jechał 70 km/h”.

Warto w rozmowie z drugim człowiekiem nie stosować generalizacji. Jeśli mężczyzna mówi do kobiety “Wymyślasz! Zawsze Ci się podobało Twoje dotychczasowe życie, nasza rodzina”, na co ona “To nie tak. Od zawsze akceptowałam, miałam inne potrzeby, a teraz zmieniają mi się priorytety. Chcę to z Tobą przegadać” i od toksyka może dostać odpowiedź “Nie ma o czym gadać. Umówiliśmy się, że ja przynoszę do domu pieniądze, a Ty zajmujesz się całą resztą i w tym Cię wspieram. Faktycznie nigdy nie zachęcałem Cię do studiowania czy do pracowania, ale na litość boską nie mów, że Cię nie wspieram.” Przykład dialogu mąż-żona dobitnie pokazuje GUZ-y.

Wracając do patriarchatu… Bazując na komunikatach, że kobieta coś musi lub powinna wkraczamy na niebezpieczny grunt generalizacji i zniekształcenia rzeczywistości. Każdy człowiek jest inny, ma inną potrzebę. Uwierzycie, że są faceci, którzy nie chcą być liderami, posiadać własnych firm, nie zależy im na kontroli i władzy? Uwierzycie, że są faceci, którzy wolą być w domu i opiekować się dziećmi? Czy jest ich większość czy mniejszość, to nie jest ważne. Po prostu czują, że to jest dla nich najlepsze na danym etapie życia.

Godność ludzka, szacunek do drugiego człowieka polega na zadaniu pytania “Co jest dla Ciebie ważne?”, “Czego potrzebujesz?” Kłopot w tym, że ogrom ludzie nie wie, jak odpowiedzieć. Nie wiedzą co jest dla nich dobre. Mała czy duża rodzina? Kariera czy podróże? Część osób to wie i jest temu wierna, a jeszcze innym zmieniają się z czasem upodobania. Najłatwiej jest manipulować osobami, które nie znają swoich celów, wartości a nawet przekonań.

Przez setki lat, dziesiątki tysięcy lat świat patriarchatu był budowany głównie przez siłę fizyczną. Biologicznie, to facet jest silniejszy i do dzisiaj fakt ten determinuje, kto wygrywa dyskusję “Masz jakiś problem? To lepiej nie podskakuj!”. Pokazanie swojej siły fizycznej wywołuje lęk u drugiej osoby. Jest to jedna z przyczyn powstania i rozwijania się patriarchatu. Statystycznie mała ilość kobiet umiała sobie poradzić z tą męską potęgą. Nie potrafiły one użyć argumentów werbalnych czy fizycznych, żeby wygrać z tym tęgim mężczyzną.

Teraz, kiedy nasz świat jest bardziej cywilizowany i nie wszystko opiera się o siłę fizyczną, to okazuje się, że kluczowa jest siła argumentu. Patriarchat prężnie funkcjonował do czasu, w którym kobiety zaczęły bardziej asertywnie wyrażać swoje poglądy i nie czuły się nareszcie słabsze czy gorsze. Od lat 60-ych XX wieku w Ameryce zaczął powstawać ruch feministyczny. Kobiety odważyły się powiedzieć “dość!”.

Posłużę się przykładem akcji Me Too na świecie (ruch obywatelski, mający zwrócić uwagę na problem molestowania seksualnego). Pokazuje ona to, co my terapeuci widzimy w gabinetach. To co dzieje się globalnie, jest po prostu kopią tego co dzieje się w toksycznych relacjach, często małżeńskich, partnerskich czy wspólniczych. Ktoś może być toksykiem, manipulantem i narzucać patriarchalną codzienność. Faktem natomiast jest, że dominująca rola mężczyzny kończy się, gdy druga strona, która wcześniej była ofiarą, zaczyna konsekwentnie walczyć o siebie. Nie pozwala więcej się wykorzystywać. Wzmacnia siebie, swoje poczucie wartości, pewność siebie. Zaczyna ripostować, mówić “stop!”, stawiać granice, podejmować decyzje, budować swoje życie inaczej. Potrafi odciąć się od oprawcy.

Czy to jest łatwe? Nie. Czy efekty pojawiają się szybko? I tak i nie. Niestety sprawy rozwodowe mogą ciągnąć się latami, a wtedy mąż nadal będzie próbował sterować swoją żoną. Dlatego też, wychodzenie z toksycznego małżeństwa można tak naprawdę nazwać wieloletnią walką, którą zdecydowanie warto stoczyć i wygrać. Jest to okupione ogromnym wysiłkiem: sesje terapeutyczne, zdobywanie wykształcenia, pracy, szukanie schronienia. Ogromne wyzwanie, które się w przyszłości odpłaci wewnętrznym spokojem, poczuciem sprawczości i spełnieniem.

Pracowałem z ogromem kobiet, które przeżyły toksyczną relację. Z reguły początek historii jest taki sam, czyli wejście w cudowną relację bez wcześniejszego zweryfikowania prawdy o partnerze. W chwili pojawienia się pierwszych sygnałów ostrzegawczych były już one uzależnione od niego finansowo.

Bardziej świadome kobiety mają wzmocnione poczucie wartości i chroni je ono przed rozpoczęciem poważniejszej znajomości z toksykiem. I żeby było jasne, nie piszę, że to jest wina kobiety, że ma takie małżeństwo na jakie zasłużyła, że ona i jej dzieci są bite. Nie, nie, nie, to nie jest jej wina.

Odpowiedzialnością można obarczyć społeczeństwo, rodziców, którzy tak ją wychowali. Ona nie miała świadomości jak się umocnić, jak zwiększyć swoje poczucie wartości. Patrzenie na siebie z perspektywy ofiary, słabość mentalna i emocjonalna powodują wchodzenie w szkodliwą relację.

Powtórzę, że osoba o stabilnym poczuciu wartości, silna mentalnie, bez luk emocjonalnych nie zaryzykuje życia z toksykiem. I to nie jest mój męski, patriarchalny punkt widzenia, a obiektywna psychologiczno – terapeutyczna prawda, wynikająca z badań oraz z pracy gabinetowej nad przyczynami toksycznych relacji. Winę ponosi zawsze toksyk, bo to on wykorzystuje, manipuluje, owija ofiarę wokół własnego palca. 

I raz jeszcze się powtórzę, bo uważam, że to bardzo ważne, że taka sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby kobieta znała swój potencjał, była asertywna oraz świadoma swoich potrzeb.

Dlaczego w świecie, który dąży do równości płac, do równości płci, do dawania szans każdej rasie odradza się patriarchat? Odpowiedź jest w sumie prosta. Zdrowe feministki (istnieje też niezdrowy feminizm, aby była jasność) wywalczają dla siebie równouprawnienie. Kobiety bardziej dbają o siebie, stają się niezależne. Pewnej grupie facetów grunt pali się pod nogami. Są to mężczyźni, którzy budowali swoje poczucie wartości na kontroli, na przekonaniu, że są lepsi od płci pięknej. I od takich “patriarchów” odchodzą partnerki. Jedyny pomysł jaki im przychodzi do głowy w tej beznadziejnej dla nich sytuacji, to odzyskanie władzy. Nie do pomyślenia, żeby kobiety odbierały im męskość oraz godność! Szkoda, że nie wiedzą, że można budować poczucie wartości na własnym rozwoju.

I teraz chciałbym zaapelować do czytających ten felieton mężczyzn. Odnajdujmy pewność siebie w zdrowych sposobach rozwoju swojej osobowości, intelektu. Zamiast chwalić się siłą fizyczną, pochwalmy się siłą emocjonalną. Zostawmy agresję i kontrolę. Bierzmy pod uwagę potrzeby innych, nie narzucajmy swojego światopoglądu.

Obiektywnie w pewnych dyscyplinach sportowych, to faceci są lepsi. Statystycznie więcej mężczyzn posiada umysł analityczny i lepiej poradzi sobie z przysłowiową excelową tabelką. Nie oznacza to, że nie ma kobiet, które nie zrobią tego lepiej. A jednak nadal to w większości panowie zajmują wyższe stanowiska i lepiej zarabiają. Jak to wyjaśnić? Używając w moim odczuciu pustych argumentów w stylu, że płeć męska jest lepsza, mądrzejsza z zasady. Jest to bardzo krzywdzące uogólnienie. Znów patrzymy z perspektywy patriarchatu.

Podsumowując, każda generalizacja jest uproszczona i błędna. Te same mechanizmy funkcjonują w komunikacji jeden na jeden i na poziomie globalnym. Daj znać co o tym myślisz. Napisz z czym się zgadzasz, a z czym nie, ale pod warunkiem, że zrobisz to bez hejtu, merytorycznie. Zachęcam do dzielenia się opiniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *