Zawód coacha czy doradcy to dla wielu osób praca marzeń. Nic zresztą dziwnego. Praca z drugim człowiekiem i bezpośrednie niesienie mu pomocy dają ogromną satysfakcję. Są też, oczywiście, ciemniejsze strony tej profesji; wiążą się z nią trudności, z którymi każdy coach musi się nieustannie mierzyć. Ale o tym może innym razem. Dziś chcę napisać o szalenie ważnej kwestii, którą musi zrozumieć każdy aspirujący doradca: czemu ktoś miałby cię zatrudnić?

 

Zrozumienie potrzeb rynku jest podstawą, od której należy zacząć. Mówi się, że osoby pracujące bezpośrednio z drugim człowiekiem – psychologowie, psychoterapeuci, coachowie, konsultanci – mają przede wszystkim kierować się pasją. Pokochaj to, co robisz, a reszta zadzieje się sama. To miła, romantyczna wersja świata. W rzeczywistości jednak nadal mamy do czynienia z biznesem. Z zawodem, w którym szczera pasja i oddanie faktycznie odgrywają ważną rolę, ale to wszystko jednak funkcjonuje w realiach rynkowych. Jak mawiają Anglicy: głową możesz być w chmurach, ale nogami stój twardo na ziemi.

 

Rozchodzi się o zmianę

Na doradztwo, w jakiejkolwiek formie, warto spojrzeć jako na zarządzanie zmianą. Mowa zarówno o aspekcie kierowania projektami i pojawiającymi kryzysami oraz o zarządzaniu ludźmi – w takim samym stopniu nowicjuszami, z którymi trudno się pracuje, jak i tymi bardziej doświadczonymi, którzy potrafią dowozić projekty do końca.

Na Zachodzie coraz więcej firm wdraża w swoje struktury system o nazwie Agile. W Polsce natomiast większość organizacji jest kompletnie nieprzygotowana do wprowadzenia go u siebie. Agile jest koncepcją, która koncentruje się na spłaszczonej strukturze i partnerskiej współpracy. Bardzo mało jest tam dyrektywności, pochodzącej np. od jednego menadżera, który ma swoją jedną wizję i mówi, co dokładnie ma być zrobione.

Firmy nie są na to gotowe, ponieważ do tego potrzebna jest bardzo duża elastyczność, otwarty umysł i zaufanie do drugiego człowieka, a nie podejście na zasadzie: „jestem lepszy i wszystkim to udowodnię”. To jest bardzo trudne, zwłaszcza gdy uwarunkowania kulturowe i społeczne nie sprzyjają ogólnej otwartości. Potrzeba staje się jednak coraz bardziej wyraźna. Nowe pokolenie pracowników – tak zwani millenialsi – niejako wymusza wprowadzanie zmian w organizacji. Ludzi urodzonych po roku 80. nie zadowala sam przywilej pracowania. Od przełożonych wymagają elastyczności, partnerstwa i zrozumienia.

Rynkiem zaczynają kierować nowe potrzeby. Świadomy lider, szef czy menadżer nie obraża się na to, że musi wyjść im naprzeciw – akceptuje zmieniającą się rzeczywistość i zamiast z nią walczyć, stara się jak najlepiej do niej dostroić. Lecz zarazem ma swoje stare przyzwyczajenia. Wewnętrzne blokady i opory nie ułatwiają sprawy. Zadaniem, jakie przed nim stoi, jest otworzyć umysł na to, co się dzieje i nauczyć się działać w oparciu o to. Mało kto jednak jest w stanie sprostać temu w pojedynkę. Samemu poradzić sobie ze sobą. Jeśli ktoś ma was zatrudniać w przyszłości jako doradców, to właśnie po to, żeby im pomóc. Pootwierać kilka głów w firmie.

 

Problemy, z jakimi zmagają się ludzie

Nasz rozwój jako ludzi ma konstrukcję spiralną. To znaczy, że idziemy do przodu, aż następuje moment, kiedy wchodzimy wyżej – i z reguły będzie to czas jakichś większych przemian w życiu. Wtedy na przykład transformacji ulegają nasze relacje, dostajemy awans w pracy albo nasza kariera wskakuje na zupełnie inne tory. Dużo się wtedy dzieje i często ma to również wpływ na nasz światopogląd.

Bardzo duży odsetek menadżerów po 30. czy 40. roku życia jest na progu wejścia na wyższy poziom spirali, ale ludzie ci nie wiedzą, co z tym zrobić. Czują wtedy wypalenie, brak motywacji i sensu. Nie do końca świadomi tego, co dzieje się w ich wnętrzu, w czasie pracy wychodzą na przykład na jakieś spotkania prywatne, uciekają od realizowania zadań, nie chce im się. Jednocześnie mają w portfolio duże osiągnięcia, a na swoją pozycję pracowali latami, więc trudno im się przyznać do słabości.

W pewnym momencie jednak to nieprzyznawanie się do słabości zaczyna ich zjadać od środka i po prostu muszą coś z tym zrobić. Jako doradca, na co dzień pracuję z takimi ludźmi i z takimi problemami. Ty również będziesz.

 

Doradztwo grupowe

Doradcę wynajmuje się również do pracy grupowej, na przykład z zarządem. Może chodzić na przykład o start-up, młodą firmę stworzoną przez młodych ludzi. Ci dwudziestokilku- czy trzydziestolatkowie mogą być bardzo utalentowanymi, pracowitymi i ambitnymi ludźmi, którzy jednocześnie kompletnie nie potrafią się ze sobą dogadać.

Przez pewien czas im to nie przeszkadzało – rozhulali nawet firmę do poziomu kilkudziesięciu milionów dolarów. To wszystko szybko i mocno zapłonęło: dostali dofinansowanie, pojawili się duzi klienci, a oni zaczęli mieć poczucie, że są bogami, bo teraz mogą wozić się nowym audi. Ale w pewnym momencie firma rozrasta się z kilku do kilkudziesięciu osób i inwestor zaczyna mieć wymagania.

Dwudziestokilkulatek musi nagle wykazać się zaawansowanymi umiejętnościami zarządzania projektem oraz ludźmi. A ludzie na przykład się obrażają, bo, jak to młody człowiek, czasem po prostu coś mu strzeli do głowy, bo takie ma widzimisię. I co teraz ma zrobić ten, kto świeci oczami przed inwestorem, jak ma pogadać ze swoim kolegą? Obaj są młodzi, obaj mają super fury i mieszkania, ale zamiast skupić się na projekcie, mierzą się na to, kto ma większego. To niezbyt elegancki kolokwializm, ale stosuję go celowo, bo dosadnie, ale i trafnie pokazuje realia, w jakich często funkcjonują młodzi przedsiębiorcy.

Okazuje się, że ta sytuacja jest podobna jak u czterdziestoletnich, bardziej doświadczonych przedsiębiorców, tyle że sposób komunikowania się jest nieco inny. Spotykałem się z tym wielokrotnie. Wtedy moja praca polega na mediacji biznesowej, żeby oni mogli się porozumieć i zdecydować, w którą stronę idą. Bez spojrzenia z boku, od zewnętrznego konsultanta, będą tkwili w martwym punkcie. W momencie, gdy zdadzą sobie z tego sprawę, zatrudniają specjalistę, który pomoże im wprowadzić zmiany.

 

To, na czym możesz się wyłożyć

Obecnie mamy prawdziwy zalew coachów i trenerów. Mówi się, że jak nie chce Ci się pracować albo nie wiesz co ze sobą zrobić, to zostań coachem. Dla niektórych osób to zapewne prawda. Tak samo jak prawdą jest fakt, że wielu coachów nie ma pracy, nie jest w stanie utrzymać się na rynku ze swojej pracy. Wynika to z jednej strony z faktu, że podaż przewyższyła popyt. Z drugiej strony wiele osób stało się coachami, nie mieli innego pomysłu i chcieli mieć przyjemną pracę, nie zdając sobie sprawy z wyzwań biznesowych, jakie przed nimi stoją.

Kolejny aspekt to brak specjalizacji. Część coachów zaczęła być “mądrą głową”, która mówi jak żyć, jak mieć pracę marzeń, jak zarabiać miliony itp., sama nie mając w 50 proc. ułożonego życia prywatnego czy zawodowego. Jest również kwestia obszaru działania. Wielu coachów stało się coachami od rozwoju osobistego. Celem stał się rozwój osobisty, a nie realna zmiana czy efekty. Gdy celem człowieka staje się rozwój sam w sobie, wpada w pułapkę “ćpania wiedzy”, czyli uczenia się dla uczenia, ćwiczenia dla ćwiczenia, mądrowania się o mądrowaniu.

Jeszcze inny element, być może najważniejszy, to efektywność: czy dany coach daje efekty swojemu klientowi, czy faktycznie wspiera w zmianie?

Jeśli masz swoją specjalizację w swoim rynku, wynika ona z Twojego doświadczenia, potrafisz wesprzeć człowieka czy organizacje w zmianie, aby mieli realne efekty, to rynek będzie potrzebował takich ludzi.

 

Doradca jako zawód przyszłości

Rozmawiałem z dziesiątkami, setkami przedsiębiorców, liderów i menadżerów, pytając ich o to, jaka jest ich recepta na sukces. Jedną z ważniejszych metod jest cały czas zadawać sobie to pytanie i szukać odpowiedzi: „jaki jest mój sposób na przybliżanie się do celu?”. Innymi słowy – systematycznie weryfikować to, co dla mnie działa.

Raz w miesiącu usiąść sobie i być ze sobą maksymalnie szczerym: co jest skuteczną metodą, jaki w moim przypadku jest najlepszy sposób podejścia do ludzi, jakie podejście do wykonywania pracy się sprawdza. Problem ludzi polega na tym, że mają małą samoświadomość, mało znają siebie i stąd nie wiedzą, co tak naprawdę działa, a co nie. Dlatego tak często chcą, żeby ktoś nimi zarządzał i im doradzał.

Piszę z pozycji człowieka, który ma wieloletnie doświadczenie w branży i wie, jak satysfakcjonująca jest to praca. Rynek jednocześnie jest na tyle duży, że wiem, iż nie mam się o co obawiać kształcąc w ramach CVP Program w Instytucie Liderów Zmian kolejnych coachów, doradców i liderów, czy nawet dając wskazówki w takim artykule, jak ten. Zależy mi na tym, by w branży pojawiali się specjaliści, którzy wyjdą naprzeciw ogromnym i trudnym potrzebom rynku. One cały czas rosną, a wraz z nimi – zapotrzebowanie na ludzi, którzy umieją prowadzić innych przez zmiany.

Dowiedz się co wpłynie na Twoje zarobki i skuteczność w kolejnych latach

i zwiększ swoje przychody oraz wyprzedź konkurencję

Podaj swoje imię oraz adres e-mail, aby pobrać bezpłatne fragmenty książki „Ściana” i dołączyć do ponad 30 000 osób, które co tydzień otrzymują bezpłatne artykuły z zarządzania, psychologii biznesu i zmiany.

Administratorem Twoich danych osobowych będzie Instytut Liderów Zmian S.C. z siedzibą w Warszawie (00-728) przy ul. Kierbedzia 6/92, NIP: 9512232706, REGON: 141163520. Szczegóły związane z przetwarzaniem danych znajdziesz w Polityce prywatności.

Adam Dębowski

Od 2006 roku pomagam ludziom i firmom w większej skuteczności zarządzania zespołem i zmianą. Wspieram w rozwoju przywództwa i w osiąganiu lepszych efektów w krótszym czasie. Wspieram zespoły w polepszaniu komunikacji i współpracy. Uczę, jak pokonywać opór.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *