Obawa przed odpowiedzialnością i wyjściem na wariata. Dwa czynniki, które hamują przed wkroczeniem na ścieżkę coacha i doradcy

Prowadząc Szkołę Liderów Zmian i Doradców według CVP zauważam, że ludzie z różnych powodów zapisują się na kursy przygotowujące do zawodu coacha czy doradcy. Najczęściej faktycznie chcą zostać coachem czy doradcą. Ale też spory odsetek kursantów przychodzi po wiedzę i narzędzia, które wykorzysta w innym zawodzie. Bez względu na to, w której grupie się znajdują, z reguły mają różne wątpliwości i obawy przed ostatecznym wejściem na tę ścieżkę. Jeśli nie rozpoznają tych obaw i nie spojrzą na nie z innej perspektywy – zostaną w miejscu. Jednymi z największych i być może najtrudniejszych do przepracowania są obawy przed wzięciem odpowiedzialności za drugą osobę, a także skonfrontowaniem się z własnymi demonami, które mogą wyjść podczas kursu przygotowawczego. Czas przyjrzeć się im bliżej.

Handlowcy, marketerzy czy przedsiębiorcy coraz częściej zauważają, że w ich codziennym życiu ważne są nie tylko twarde umiejętności. Kiedyś marketing czy sprzedaż to były proste działania reklamowe czy proste spotkania sprzedażowe. Dziś trzeba coraz więcej myśleć koncepcyjnie. Wiele rzeczy wymyślać od podstaw. To potrafi być bardzo spalające. Jeśli człowiek nie potrafi zachować odpowiedniej higieny umysłu, nie umie się wyciszać, przepracowywać swoich obaw i generalnie porządkować siebie, to praca w marketingu, sprzedaży czy bycie przedsiębiorcą – wyniszczy go.

W autorskiej metodologii i filozofii zarządzania zmianą CVP wyróżniam kilka nieoczywistych kompetencji przyszłości, które będą zyskiwać na znaczeniu. Każda z nich jest tak naprawdę kompetencją emocjonalno-mentalną, potrzebną w bardzo wielu zawodach – a szczególnie wspomnianym menadżerom, marketerom, handlowcom i przedsiębiorcom. Taki człowiek, idąc na kurs, nie musi zostawać coachem czy doradcą – ale czuje, że musi umieć poukładać pewne rzeczy. Zdobyć konkretne narzędzia i praktyczną wiedzę psychologiczną, żeby lepiej zarządzać sobą, zespołem czy procesem sprzedażowym.

W zakres tych kompetencji wchodzi zarządzanie zmianą i praca z oporem. Tak naprawdę każdy przedsiębiorca, handlowiec czy marketer z własnym pracownikiem czy klientem, któremu świadczy usługi, musi pokonywać opór, czyli obawy człowieka. Podobnie, chlebem powszednim coacha, trenera czy doradcy jest to, że musi pracować z obawami, oporami swoich klientów.

A jakie opory czują w sobie osoby, które wybierają się na kurs po to, żeby zdobyć narzędzia i wiedzę, które wykorzystają w swojej pracy, albo myślą o zostaniu coachem lub doradcą? Tutaj może pojawiać się sporo różnych obaw i wątpliwości. O niektórych pisałem TUTAJ. Dziś chcę zgłębić dwie kolejne, które często zżerają człowieka od środka i hamują przed wejściem na nową ścieżkę zawodową lub zdobyciem jednych z najcenniejszych kompetencji na rynku.

„A co, jeśli wyjdę na wariata?”

Zauważyłem, że część osób, które myślą o zostaniu coachem, doradcą, terapeutą czy trenerem lub chcą nadać nowy bieg swojej karierze menadżera, marketera czy przedsiębiorcy, ma taką specyficzną obawę. Można ją określić jako: „czy ja nie wyjdę na wariata?”.

Te osoby mają świadomość, że podczas kursów przygotowawczych czeka ich nie tylko poznawanie narzędzi, metodologii i całej wiedzy związanej z tematem, ale też dużo pracy nad sobą. Aby móc efektywnie i uczciwie pracować z klientami, najpierw trzeba poukładać pewne rzeczy wewnątrz siebie. Zająć się własnymi myślami. Własnymi emocjami. Wrócić do spraw z przeszłości. Solidnie zastanowić się nad przyszłością. To są momenty, w których dotykamy własnego cienia.

Konfrontujemy się z demonami. Słabościami. Z tym, co niewygodne. Czego dotychczas woleliśmy unikać. To normalne wśród ludzi, że obawiamy się tego, co z nas wyjdzie. Ta obawa być może nigdy nie znika. Ale wszyscy ci, którzy myślą o pracowaniu indywidualnie z drugim człowiekiem czy po prostu poznaniu tych metod pracy, aby wykorzystać je gdzie indziej, muszą popatrzeć w nieco inny sposób niż tylko przez pryzmat lęku.

Podczas kursów w Szkole Liderów i Doradców według CVP panuje specyficzna atmosfera. Wszyscy przychodzą w podobnym celu. Niezależnie od tego, czy nabytą wiedzę chcą wykorzystać w pracy menadżera, handlowca czy marketera, czy też zamierzają zostać coachem lub doradcą, wszyscy przechodzą przez ten sam proces. Każdy dotyka swoich cieni i konfrontuje się ze sobą. Podczas wykonywanych ćwiczeń każdy wykłada na stół kawałek siebie.

Początkowo może to budzić niepokój. Z czasem jednak kursanci coraz bardziej się na siebie otwierają. Bo skoro ta osoba podzieliła się swoimi myślami i emocjami, to może ja też mogę? Może to wcale nie takie straszne? W naturalny sposób tworzy się klimat otwartości i zaufania. Bezpieczne warunki, w których można skonfrontować się samemu ze sobą bez obaw o to, że zostanie się ocenionym.

To piękny proces również z tego powodu, że uwrażliwia człowieka. Uczy współczucia dla innych i dla siebie. Nie mówimy tu o użalaniu – bardziej o głębokim zrozumieniu ludzkiej natury. Dlatego później możemy patrzeć szerzej. Lepiej się komunikować, lepiej docierać do drugiego człowieka, osiągać lepsze rezultaty w wielu dziedzinach życia.

Obawa o to, że „jestem wariatem”, szybko znika. Bo uświadamiasz sobie, że wszyscy po trochę jesteśmy wariatami. Nasze małpie umysły co chwilę płatają nam figle. Z tym będą do Ciebie przychodzić klienci – z figlami, które płata ich własny umysł. Uświadamiasz ich o tym, bo sami najczęściej będą przekonani, że to albo ze światem jest coś nie tak, albo z nimi. Tymczasem wszystko jest tak, jak ma być. Nie jesteśmy popsuci. Czasem tylko podejmujemy nierówną walkę ze sobą albo z rzeczywistością. W tym trzeba nauczyć się poruszać. Znajdować inne strategie radzenia sobie. Inaczej się komunikować. Inaczej postępować ze sobą i z drugim człowiekiem. Spojrzeć w nowy sposób, z nowej perspektywy.

Możesz tego uczyć klientów, którzy przychodzą do Ciebie na spotkanie, ponieważ przerobiłeś to sam na sobie. Skonfrontowałeś się ze swoim „wariactwem”, a teraz pomagasz zrobić to innym. Jako menadżer, handlowiec czy po prostu pracownik w firmie, sprawniej działasz pośród otaczających Cię „wariatów”. Wiesz już, co siedzi w Tobie, wiesz też, co siedzi w nich. Nie stajesz się jasnowidzem ani tym dziwacznym psychologiem, który wszystkich analizuje. Raczej idziesz przez świat z większą empatią i zrozumieniem, z bardziej otwartym sercem. To pociąga za sobą lepsze samopoczucie, lepsze relacje, a wreszcie – lepsze efekty.

Obawa przed odpowiedzialnością

Powiedzmy to wprost: większość ludzi ma obawy przed wzięciem odpowiedzialności. Mogą mieć one różny wymiar, odnosić się do różnych aspektów – bo i odpowiedzialność nie jest czymś jednoznacznym. To konstrukcja, która składa się z przynajmniej kilku klocków. Wzięcie na siebie odpowiedzialności to w wzięcie na siebie pewnego ciężaru. Stąd też mówi się o dźwiganiu odpowiedzialności. „Potrafisz to udźwignąć?”. Im większa odpowiedzialność – tym większy ciężar.

Raz, że boimy się, że załamiemy się pod jego naporem, a dwa – czasem po prostu nie chcemy ponosić trudu. Ludzki mózg na drodze ewolucji nauczył się wybierać działania, które wiążą się z jak najmniejszą stratą energii. Dzisiejszy świat wymaga od nas jednak ponoszenia sporych kosztów energetycznych. Przed tym nie ma ucieczki. No, chyba że na kanapę, przed telewizor, z miską czipsów. Ale zakładam, że nie jesteś osobą, którą taki styl życia satysfakcjonuje.

Z odpowiedzialnością wiąże się pewien stresujący czynnik, o którym według mnie mówi się za mało. Gdyby ktoś dokładnie wiedział, jaka odpowiedzialność ma na nim spocząć – gdzie ona się zaczyna, a gdzie kończy – wtedy byłby bardziej skłonny ją przyjąć. Tymczasem nasze obowiązki często są niejasne. Mętne. Nie bardzo wiadomo, co należy do mnie, a co do drugiej osoby. Jak długo mam coś robić. Za jaką część porażki lub sukcesu odpowiadam. Psychologowie są zgodni co do tego, że niejasność obowiązków jest jednym z najbardziej stresujących czynników w pracy. Poczuł to każdy, kto kiedyś zatrudnił się w firmie, został poinformowany o kilku najważniejszych rzeczach i celach, a następnie posadzony przy biurku z przekazem: no, to teraz do roboty.

To nie należy do miłych doznań. Na szczęście w większości firm obowiązują procedury, w które prędzej czy później się wgryzamy. Okres chaosu i niejasności może minąć stosunkowo szybko – bo lepiej poznamy program komputerowy, podpytamy starszych stażem pracowników, porozmawiamy z przełożonym. W pewnym momencie zakres odpowiedzialności staje się na tyle oczywisty, że już nas to nie stresuje.

Coachowie, doradcy i terapeuci mają pod tym względem gorzej. Tutaj w grę wchodzi praca z człowiekiem. Z żywym organizmem.

Odpowiedzialność w zawodzie coacha, doradcy czy terapeuty

Wiele osób wchodząc na tę ścieżkę zawodową kieruje się ideą pomagania ludziom. „Ja chcę pomagać” jest motywem przewodnim. To szlachetna idea, a podążanie za nią potrafi być bardzo satysfakcjonujące. A zarazem – stresujące. Bo czym właściwie ma być ta pomoc? Skąd wiem, że pomagam człowiekowi? Wiem, że mam pomóc mu rozwiązać jego problemy, ale… czy to oznacza wzięcie na siebie tych jego problemów? Czy odpowiadam za decyzje, które on podejmie? Za jego zmianę? Porażki, sukcesy? Czy jeśli jego życie nie poprawi się, to będzie to moja wina?

W takiej sytuacji łączą nam się wspomniane wyżej dwa problemy. Pierwszy, to niejasność obowiązków. Nie mamy pewności, co należy do nas, a co nie. Gdzie zaczyna się nasza pomoc, a gdzie kończy. A także – gdzie zaczyna i gdzie kończy się odpowiedzialność klienta za jego własne0 życie. Drugi problem, to ciężar odpowiedzialności. Jeśli mamy w głowie przekonanie, że będziemy zbawiać ludzi, wtedy faktycznie poczujemy się przytłoczeni. Jedno wynika z drugiego: kiedy nie nadamy granic naszym obowiązkom jako coacha, terapeuty czy doradcy, wtedy wpadniemy w poczucie, że wszystko jest w naszych rękach. Cały los drugiego człowieka. A to nakręci mroczną spiralę obaw i wątpliwości. Mogą one okazać się blokadą przed wejściem na ścieżkę zawodową, o której myśleliśmy przez lata.

Na szczęście mam tutaj bardzo dobrą wiadomość. Uwaga.

Nie musisz zbawiać świata 🙂 A wręcz nie powinieneś w ogóle myśleć w tych kategoriach.

Oznacza to, że nie bierzesz odpowiedzialności za decyzje klienta, za jego życie. Nikt nie może wziąć takiej odpowiedzialności. Ostatecznie człowiek zawsze stanowi sam o sobie. Gdy pomyślisz o tym w tym kontekście, powiedzenie „każdy jest kowalem własnego losu” nabiera głębszego sensu.

Coach, doradca czy terapeuta bierze odpowiedzialność za proces, w którym wspiera klienta. Bierzesz odpowiedzialność za słowa, jakie mu mówisz, za narzędzia, jakie dostosowujesz, za pytania, jakie mu zadajesz. Za to bierzemy odpowiedzialność – a nie za to to, jakie ten klient podejmie decyzje i czy ostatecznie zajdzie w nim zmiana. Wchodząc w tę rolę, jesteś dostawcą pewnej usługi. Pomagasz klientowi oczyścić umysł. Rozważyć różne ewentualności. Uświadomić to, co do tej pory było nieuświadomione. Zobaczyć siebie z innej strony niż dotychczas. W przeciwieństwie do psychiatry czy terapeuty klinicznego – masz klienta, a nie pacjenta z myślami samobójczymi, który w pewnym sensie zawierza Tobie swoje zdrowie i życie.

I klient również musi mieć tego świadomość. Pojawienie się na sesji indywidualnej nie oznacza, że oddaje swoje życie w cudze ręce. Przychodzi do Ciebie po wsparcie w podróży, którą ostatecznie musi przebyć samodzielnie.

Oczywiście nadal pozostaje w głowie ta myśl: „ale skoro tak, to za co ja odpowiadam?”.

Jest to jeden z fundamentów każdego zawodu, w którym pracuje się z drugim człowiekiem nad jego myślami, emocjami i wypływającymi z tego decyzjami. Coś, czego po prostu trzeba się nauczyć. Nikt nie rozpoczyna kursu z dokładną wiedzą na ten temat. Obawa przed tym, że nie zna się kanonów zawodu, przypomina obawę o to, że jest się zbyt mało rozciągniętym, żeby pójść na zajęcia jogi. Idziesz na jogę po to, żeby się rozciągnąć – a nie po to, żeby pokazać, jaki to już jesteś rozciągnięty! A do szkoły coachów czy doradców idziesz między innymi po to, żeby poznać, na czym dokładnie polega praca z drugim człowiekiem. W tym – co leży w Twojej odpowiedzialności, a co nie.

W Szkole Doradców i Liderów Zmian według CVP kładziemy na to mocny nacisk. Sam dostrzegam, jak często aspirujący coach, doradca czy trener czuje się zagubiony, i pyta mnie: „Adam, o co w tym wszystkim chodzi tak naprawdę? Czy ja nie skrzywdzę drugiego człowieka?”. Odpowiadam mu wtedy, że właśnie po to jest cała metodologia, którą mu przekażę. Po to są procedury i zasady. Etyka zawodowa jest jednym z fundamentów, na którym opieramy całą naukę. Przekaz jest więc mniej więcej taki: spokojnie, teraz jeszcze tego nie wiesz, nie znasz, czujesz się zagubiony, ale się dowiesz i wkrótce większość rzeczy stanie się jasna.

Jeśli zaś chodzi o obawę o skrzywdzenie drugiego człowieka, to wspominałem już o tym TUTAJ. To kolejny wątek związany z odpowiedzialnością. Ponownie – dobra szkoła coachów czy doradców przekaże Ci merytoryczną wiedzę, dzięki której będziesz wiedział, co robić, aby nie skrzywdzić. Pamiętaj też, że nawet jako doradca, nie mówisz klientowi, co ma robić, na zasadzie: „a teraz postąp tak i tak”. To faktycznie mogłoby być krzywdzące.

Zamiast tego, tylko podsuwasz rozwiązania. Mówisz, jak rzeczy wyglądają z Twojej perspektywy. Sugerujesz. Dzielisz się swoją wiedzą, z której klient może skorzystać, ale nie musi. Zostawiasz mu przestrzeń na podjęcie własnej decyzji. Na samodzielne dokonanie zmian. Kiedy klient opowiada o decyzji, która chodzi mu po głowie, pomagasz mu ją obejrzeć z różnych stron. Podważasz. Wtedy być może się z niej wycofa i podejmie inną. Ale nadal będzie to jego decyzja. Obie strony muszą o tym pamiętać.

Klient nie jest małym dzieckiem, a Ty nie wchodzisz w rolę rodzica. Każdy, kto sobie uświadomi ten prosty fakt, może poczuć ulgę.

Kolejny temat, z którym wiążą się obawy, to bycie negatywnie ocenionym. Tak może się zdarzyć. Ja sam nieraz miałem klientów, na których nie do końca miałem pomysł, nie potrafiłem im pomóc do końca, albo klient przyszedł na pięć z ośmiu sesji, a potem przez dwa lata się nie odezwał. Pojawiają się takie myśli: „gdyby ktoś się dowiedział, to powiedzą o mnie, że jestem słaby, nieefektywny”. Ostatecznie musiałem po prostu zaakceptować to, że nie pomogłem jakiejś osobie w stu procentach – to raz. Dwa, musiałem zaakceptować, że nie od razu i przez wiele lat nie będę tak dobry, jaki będę za 20 kolejnych lat. Trzeba to w sobie przepracować, trzeba to zrozumieć i nastawić się raczej na rozwój swoich umiejętności, zamiast na bycie idealnym od początku. Nikt nigdy nie zacząłby swojej ścieżki, gdyby wymagał od siebie, że już na jej początku będzie miał ogromne doświadczenie.

To, co trzeba zaobserwować w sobie, to że możemy pomagać ludziom w takim zakresie, w jakim w danym momencie możemy. Pewne osoby do nas nie trafią, a pewnym nie pomożemy w stu procentach, ponieważ nawet najlepszy specjalista czasem nie będzie w stanie zapewnić komuś najlepszej możliwej pomocy. Bo to zależy od wielu czynników: od naszej wiedzy, od naszej dojrzałości, gotowości, ale też od dojrzałości tego klienta. Ja w swojej pracy nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czyja to jest „wina”, że proces nie przyniósł idealnego rezultatu. Nie chodzi jednak o szukanie winy, ale o uświadomienie sobie, że na tym etapie mogłem pomóc tylko w takim zakresie, w jakim mogłem, a klient był gotowy przyjąć tylko tyle pomocy, na ile był gotowy.

Czy masz jakieś inne obawy?

Bez względu na to, czy przygotowujesz się do zawodu coacha, doradcy, czy też myślisz o takim kursie, aby poukładać siebie i wnieść na wyższy poziom swoje życie zawodowe, możesz czuć w sobie różne obawy, opory. Powyżej opisałem niektóre z nich, a część też TUTAJ. Nadal jednak może być coś, co Cię blokuje.

Znasz już zarobki w branży. Wiesz już, w jakim kierunku chciałbyś to wszystko zabrać. Przemyślałeś większość rzeczy. A jednak jest jeszcze coś, co potrzebujesz wyjaśnić. Zyskać więcej informacji. Porozmawiać z kimś, kto pomoże Ci w podjęciu decyzji – w lewo albo w prawo. Jeśli tak jest, możesz do nas napisać lub zadzwonić: 505 129 061. Nie chodzi o sprzedaż, a o uczciwe postawienie sprawy. Być może wybierzesz naszą szkołę, być może inną, a być może na razie w ogóle zrezygnujesz z tego pomysłu. Mnie najbardziej zależy na wspólnej pracy z osobami, które faktycznie chcą na tę ścieżkę wkroczyć i są przekonane, że Szkoła Liderów Zmian i Doradców jest odpowiednim miejscem dla nich. Wtedy i tylko wtedy możemy porozmawiać o zakupie cyklu. Na razie jednak kontaktujesz się po bezpłatną poradę i pomoc w poukładaniu pewnych spraw 🙂

Adam Dębowski

Adam Dębowski

Od 2005 roku pomagam ludziom w podnoszeniu ich efektywności osobistej, biznesowej, kompetencji miękkich, uwalnianiu się od wewnętrznych blokad i emocji, a firmom i menadżerom w zmianie i zarządzaniu zespołem. Moja osobowość i wartości bardzo pomagają w prowadzeniu mediacji w firmach, między organizacjami i osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *